czwartek, 13 lipca 2017

TEN KŁOPOTLIWY PRUS - CZYLI BIOGRAFIA PISARZA, DALEKA OD KONWENCJONALNEJ



„We mnie jest dwu ludzi: jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat”
– Wokulski, bohater Lalki

„Nie jestem osobą jedną, ale jest ich we mnie kilka”
– Aleksander Głowacki/Bolesław Prus w liście do Mścisława Godlewskiego [1] 



Wydawnictwo: Znak 
liczba stron: 400
ISBN: 9788324045433
Autor: Monika Piątkowska
Data premiery: 8 maja 2017


Prus. Śledztwo biograficzne – to wnikliwa i rozbudowana praca, której celem było rozszyfrowanie osobowości jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy, a zarazem książka, której nie powinno się czytać bez znajomości klucza, którym posłużyła się autorka. Monika Piątkowska nie miała zamiaru stworzyć nowej szkolnej biografii. Nie chciała powielać portretu Prusa, w którym dostrzega się wyłącznie literata. Postanowiła pokazać go w szerszej perspektywie – najpierw jako człowieka; udowodnić, że w jego przypadku jednakową rolę odegrała twórczość i zmagania z chorobą. Te dwa aspekty wzajemnie się przenikały i były ściśle z sobą związane, w zasadzie – twórczość w dużym stopniu wynikała z choroby. Dlatego autorka nie rozgraniczyła tych spraw. Prześwietlając Prusa zastosowała metodę dwutorową: przeanalizowała jego twórczość, ale równie wnikliwie przyjrzała się jego prywatnym zapiskom, nawet tym, które dla badaczy nie miały dotąd żadnej wartości literackiej.

Skąd intrygujący tytuł? Czy słowo „śledztwo” jest uprawnione? Bolesław Prus (a w zasadzie Aleksander Głowacki) nie ułatwił potomnym zadania. Był wstrzemięźliwy w wyznaniach, nawet przyjaciół nie dopuszczał do swego prywatnego świata. Nie poruszał swoich spraw publicznie i nie pisał konwencjonalnego dziennika. Nie odnosił się do swoich dzieł. Nigdy się nie tłumaczył, nawet atakowany - niczego nie prostował i nie dementował. Jeżeli przypadkowo pozostawił jakieś ślady swoich prywatnych (zwłaszcza problematycznych) spraw – prawdopodobnie zostały usunięte przez spadkobierców, którzy wzięli sobie do serca rolę strażników jego publicznego wizerunku. Może właśnie dlatego, że pozostawił tyle niewyjaśnionych kwestii – sylwetka pisarza budziła zawsze wielkie zainteresowanie, do dziś powstało na jego temat sporo opracowań. Autorka biografii wszystkim się wnikliwie przygląda, przede wszystkim zaś zainteresowała się pracą Stefana Borowieckiego (profesora neurologii i psychiatrii Uniwersytetu Poznańskiego), który jako pierwszy zauważył, że artyzm Prusa i jego sposób patrzenia na świat wynika z cierpienia, a  dowcip (który przyniósł mu sławę jako felietoniście) był mechanizmem obronnym. Profesor Borowiecki pracował nad rozprawą naukową pt. Lęki sytuacyjne Bolesława Prusa, gdy nagle zmarł. Niestety, nie dokończył dzieła, chociaż pewne fragmenty zostały opublikowane w 1938 roku (Rocznik Psychiatryczny, str. 32). Jego praca nie jest kompletna, ale to, co pozostawił – stanowi niezwykle cenne uzupełnienie portretu pisarza. Nie można się oprzeć się wrażeniu, że właśnie przemyślenia tego naukowca wywarły decydujący wpływ na kształt opracowania Piątkowskiej, może nawet były punktem wyjścia jej książki.

Zdaniem Piątkowskiej Prus w życiu prywatnym był dyskretny aż do przesady, za to całkowicie obnażał się w twórczości. Stąd – pierwszy etap jej pracy polegał na skonfrontowaniu znanych faktów z życia pisarza z analizą jego utworów. Ich geneza jednak nie została przeprowadzona metodą podręcznikową. Autorka skupia się (idąc tropem prof. Borowieckiego) na szukaniu śladów przeżyć pisarza. Przy okazji stara się rozszyfrować portrety jego bliskich, ukrytych w postaciach literackich bohaterów. Przede wszystkim zaś zwraca uwagę na to, w jaki sposób pisarz traktuje własne alter ego. Z pewnością niektórzy czytelnicy do takiej koncepcji podejdą ostrożnie lub nieufnie; trzeba jednak przyznać, że w przypadku Prusa – biorąc pod uwagę wkład wyżej wymienionego profesora (i jego prekursorów) – metoda uzupełniania białych plam wydaje się jednak uzasadnionym i (w pewnym stopniu już naukowo potwierdzonym) spojrzeniem na fenomen pisarza. Warto na chwilę odsunąć skrupuły i dać ponieść się opowieści Piątkowskiej, by chociaż spróbować wczuć się i zrozumieć emocje, których pisarz (w całej swej intensywności) doświadczał.

Piątkowska zadała sobie sporo trudu, by uchwycić niezwykle skomplikowany portret pisarza. Poza tym - jej książka bierze pod uwagę wiele innych aspektów. Dobrze opracowana biografia (niejako przy okazji) ukazuje panoramę epoki i pod tym względem autorka również poradziła sobie doskonale. Dzięki niej możemy prześledzić dramatyczne losy Prusa, a także poznać te doświadczenia, które stały się przyczyną jego zaburzeń. Zapewne każdy kojarzy pisarza z tajemniczo brzmiącą agorafobią, nie było jednak dotąd okazji spojrzeć tak blisko na  czynniki, które ją spowodowały. Biografka szczegółowo analizuje przyczyny traumy spowodowanej utratą rodziców, chorobą umysłową brata, udziałem w wojnie (Aleksander uciekł do powstania prosto z ławki szkolnej, a wydarzenia, w których wziął udział – ukształtowały jego poglądy raz na zawsze), pobytem w więzieniu, niekończącą się walką z poczuciem odrzucenia i przekonaniem, że się zawiodło cały świat. Prześledzimy literacką i publicystyczną karierę Prusa, a przy okazji upadnie nieco mit o odwiecznej miłości narodu polskiego do Prusa i traktowaniu go jako autorytetu (przez długi czas miał opinię agresywnego i drażliwego dziennikarza, dopiero z czasem to wrażenie zaczęło słabnąć, zachwycono się jego powieściami, odkryto opowiadania, wybaczono „wpadki” i doceniono zaangażowanie w walkę na rzecz słabych i pokrzywdzonych). Analizując twórczość Prusa poznamy nie tylko genezę jego dzieł sztandarowych, ale także okoliczności powstania ich wcześniejszych, mniej udanych, niedojrzałych wersji – co pozwala prześledzić rozwój pisarza. Mamy okazję towarzyszyć w procesie przekształcania się Aleksandra Głowackiego w Bolesława Prusa.

Biografia Piątkowskiej to także opowieść o muzach pisarza - o kobietach, które go fascynowały i które unieśmiertelnił na kartach swych powieści (to gratka dla osób, które chcą wiedzieć czy Madzia Brzeska i Izabela Łęcka miały swoje pierwowzory w życiu realnym, czy raczej były konstruktami literackimi). W tle książki cały czas obecny jest motyw napiętych stosunków wielkich literackich rywali: Sienkiewicza i Prusa. Poznamy skomplikowane relacje obu panów, ich wzajemne złośliwostki i odwety, a także poglądy na temat roli literatury, którymi się zasadniczo różnili. Autorka  wiele uwagi i energii poświęciła temu, by ukazać jak niesprawiedliwie potraktował ich los – jednemu przydzielając rolę ulubieńca narodu, drugiemu wyznaczając drogę pełną cierni. Przekonamy się wreszcie, że książka o jednym z najwybitniejszych pisarzy polskich jest pełną empatii opowieścią o chorobie, cierpieniu i wielkiej samotności. Stanowi udowodnienie tezy, że ciężko jest uwierzyć w siebie i znaleźć sobie miejsce w życiu, jeśli się jest dzieckiem niekochanym.

Lektura książki nasuwa wnioski, że Prus wcale nie marzył o karierze literackiej (chciał zostać naukowcem), jednak został na pisarstwo skazany. Pisał od młodzieńczych lat.  Gdy było mu źle, gdy nie dawał sobie rady z rzeczywistością, gdy przeżywał traumatyczną sytuację – chwytał za pióro. Nie stwarzał nowych światów, pisał o tym, co znał, zamieszczając w utworach okruchy swojego życia. Poddawał siebie analizie. Czasem, jeśli powielał swoje własne doświadczenie – dodawał nieco szczęśliwsze zakończenie, albo pozwalał swojemu wcieleniu postąpić bardziej szlachetnie. Najczęściej jednak skazywał swoich bohaterów na los, którego sam się obawiał (np. motyw szaleństwa). Prus pisał – ponieważ za pomocą utworów obłaskawiał swoją egzystencję. Komentował swoje życie, a twórczość pełniła rolę terapeutyczną. Każda zatem książka – jest w pewnym sensie jego autobiografią.

Z rolą terapeutyczną mechanizmu pisania – ma ścisły związek drugi tor badań autorki. Jest to kierunek jeszcze bardziej zaskakujący i kontrowersyjny, a zarazem – jest przecież nadal tylko konsekwencją założeń książki. Otóż – oprócz rękopisów, szkiców literackich, konspektów, zeszytów o kompozycji i przeróżnych wprawek – Prus pozostawił masę notatek zupełnie innego rodzaju. To tabele, zestawienia, najdziwniejsze ciągi słów, które nie mają wartości literackiej. Ilość i obsesyjność ich tworzenia zdradza jednak, że towarzyszyły mu przez całe życie. Czemu służyły? Są niezbitym dowodem klinicznych objawów nerwicy lękowej pisarza i zapewne pomagały mu w najgorszych chwilach wrócić do równowagi, okiełznać chaos w głowie… Piątkowska, idąc tropem badań prof. Borowieckiego, przygląda się tym zapisom, próbując znaleźć słowa-klucze, które musiały zdradzać emocje, które w chwilach wzburzenia pisarza ogarniały. Autorka potraktowała je - jako nieformalny i nieświadomie pisany rodzaj dziennika. Stale przemyca przykłady takich zestawień, by w końcu wykorzystać je, jako źródło, które może rzucić nieco światła w sprawie romansu Prusa z Aliną Sacewicz (swoją ostatnią muzą) i domniemanego ojcostwa jej syna. Już słyszę zarzuty, że Piątkowską w tym momencie poniosła ułańska fantazja - ale przecież autorka biografii nie wprowadza nas w żadne obszary, które nie byłyby przedmiotem publicznych rozważań wcześniej! Sprawa Aliny i Jana Bogusza Sacewicza była i jest tajemnicą poliszynela od lat (można sprawdzić i porównać, pisze o tym również Marek Sołtysik w artykule: Blizny Bolesława Prusa cz. III [2]. Monika Piątkowska nie wymyśla rewelacji na temat Prusa. Składa jedynie wiedzę, która dotąd była rozproszona.  

Jakim człowiekiem był Prus? Skomplikowanym, doświadczonym przez los i niewyobrażalnie samotnym. Był serdecznym przyjacielem, ale kiepskim mężem. Był jednocześnie skromny i zazdrosny. Mroczny i enigmatyczny. Neurotyczny. Błyskotliwy. Zaciekły. Szalenie utalentowany, ale wyzuty z wiary w siebie. Wyposażony w dar obserwacji, ale za to pozbawiony zmysłu dyplomacji. Niezręczny. Stale walczący na dwóch frontach – z opinią publiczną i z własnymi demonami. Dla współczesnego czytelnika jest to portret w dużym stopniu zaskakujący, niemal sensacyjny. Czy taki człowiek nadaje się na pomnik? Wydaje się, że cała biografia krzyczy, by go z piedestału ściągnąć. Ale za to – by wreszcie spojrzeć na niego z należytym współczuciem. Z podziwem, na który zasłużył jako literat, ale też jako człowiek, który się nigdy nie poddał. By okazać mu zrozumienie i serdeczność, której mu w życiu najbardziej zabrakło.


1. "Prus. Śledztwo biograficzne", Monika Piątkowska, Znak 2017, str. 176
2.  http://palestra.pl/old/index.php?go=artykul&id=2643




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:



środa, 5 lipca 2017

W duchu Czechowa – nowy zbiór opowiadań Elżbiety Isakiewicz





Niewyśnione historie to już drugi zbiór mikroopowieści Elżbiety Isakiewicz (pisarki i reportażystki), składający się z wirtuozerskich miniatur prozatorskich. Budowa i koncepcja tych tekstów jest szczególna. Pod względem formalnym – są opowiadaniami, ale zostały kunsztownie zredukowane i skondensowane do samej swojej istoty. Utwory są zwięzłe i króciutkie (jedno lub dwustronicowe); ich przeczytanie zabiera niewiele czasu, ale każdy z osobna wymaga zatrzymania się i interpretacji (przepuszczenia przez siebie), przez co lektura tomiku przypomina sposób obcowania z poezją. Każdy kolejny utwór to swoisty mikrokosmos, odrębny obraz, którego doświadczamy z osobna. W każdym spotkamy innego bohatera, który żyje we własnym świecie pełnym trosk. Wchodzimy w te mikroświaty – najlepiej niespiesznie, przenosząc się w czasie i przestrzeni, słuchając po kolei wielu narratorów i uświadamiamy sobie, że Niewyśnione historie są odbiciem realnego życia. Zewsząd otaczają nas podobne mikroświaty. Możemy w każdej chwili otrzeć się o nie i uchylić ich rąbka – na przystanku, na bazarze, w parku lub w kolejce do lekarza. Trzeba tylko na chwilę zatrzymać się, otworzyć i nauczyć się słuchać.

Skojarzenie z wierszami nie może być przypadkowe, tym bardziej, że Autorka stosuje podobne środki stylistyczne, przede wszystkim neologizmy, tak bliskie poetom. Jest jeszcze tajemniczy tytuł podkreślający, że epizody wydarzyły się naprawdę, a jednocześnie zwracający uwagę na ich niezwykły charakter i klimat. Wszystkie mikroopowieści ujęte w zbiorku to wspomnienia i refleksje tej natury, które każą człowiekowi po latach zastanawiać się nad ich realnością. Ten i ów bohater musiał niejednokrotnie zadać sobie pytanie: czy to był sen? Czy to mi się kiedyś naprawdę przydarzyło? Czy istnieje jakiekolwiek ostrzeżenie, że to, co dziś przeżywamy – jutro może okazać się prawdą zupełnie nieaktualną?... Czy w pewien nie do końca rozbudzony, rozgrzany do białości letni dzień pod kamienicę rzeczywiście powrócił ostrzyciel noży, by po latach trafić na ślad swej młodości? Czy kolejarz przejeżdżający tylekroć przez miasteczko, którego przeszłość została bestialsko zgładzona – naprawdę zobaczył onegdaj w tym miejscu radość, życie i niczym niezmąconą wiarę w przyszłość? Czy wizerunek Boga w podniszczonej i opuszczonej kapliczce i zarośnięty trawą głaz upamiętniający pomordowanych – nie są najlepszymi dowodami przemijalności epok i krótkotrwałej, niedoskonałej ludzkiej pamięci?

Spójrzmy na bohaterów. Część opowiadań stanowi echa rozmów i zwierzeń rozmaitych ludzi (bliższych i dalszych znajomych i krewnych Autorki), inne zrodziły się wyłącznie z Jej obserwacji (ze scen na ulicy, ze strzępów rozmów zasłyszanych w tłumie), a wszystkie stanowią zadumę nad światem zwyczajnego człowieka. Wsłuchajmy się zatem w to, co leży na dnie duszy lokatorki kamienicy, instruktora jazdy, manicurzystki, zawiadowcy stacji, fotografa, właścicielki sklepu z używaną odzieżą, doktoranta, kinomana, barmana i znawczyni snów… Spójrzmy na świat ich oczami. Narratorzy nie opowiadają swoich historii. Oni wysupłują tę ważną chwilę, w której coś bezpowrotnie utracili, albo wręcz przeciwnie – coś otrzymali. I nie mówimy o rzeczach materialnych, to cenne lekcje życia. Chłopiec godzinami oddany nudnemu zajęciu (siedząc przy szosie z jagodami) mógł powziąć niechęć do bezduszności mijających go samochodów, ale stało się inaczej. Dzięki chwili (okupionej laniem) poczuje łyk swobody i smak adrenaliny, w tym momencie narodzi się jego marzenie i ukierunkuje przyszłość. Młodzieniec, który z niedowierzaniem i lękiem podziwia wyczyny linoskoczka (podnoszącego ryzyko do absurdu) – zda sobie sprawę, że marzenia nie mają granic i nie muszą być p r z y z i e m n e. Dla równowagi spotykamy również refleksje skrajnie przeciwnej natury – gdyż bohaterowie Niewyśnionych historii często borykają się z problemem przemijalności świata i muszą pogodzić się z własną śmiertelnością. Pierwsze opowiadanie to nawiązanie (i odwrócenie) mitu dotyczącego wypędzenia z raju, tym razem Ewa podając jabłko ratuje Adama; ostatnie – uzmysławia, że wszystko przemija, że wraz z nami (i naszą pamięcią) umierają epoki. O wielokrotnym podkreślaniu przemijalności świadczą także inne elementy opowiadań – wyraźną nutę melancholii wprowadzają sami bohaterowie, którzy nierzadko są przedstawicielami niemodnych już, zarzuconych zawodów: ostrzyciel noży, rękawicznik, lustrzarz, a nawet zawiadowca stacji…

Jakie wrażenia pozostawiają opowiadania Elżbiety Isakiewicz? Zapewne uderzy nas, że poruszane w nich refleksje wcale nie są nam obce. To myśli tego typu, które potrafimy dyscyplinować w ciągu dnia, ale te i tak wracają bladym świtem, gdy umysł zawiesza się na pograniczu jawy i snu. To skrajnie intymne refleksje, niepokoje i lęki, które wbiły się jak drzazga w dusze naszych bohaterów i stały się podszewką ich codzienności. Kolejne opowiadania stanowią dowód na to, że ludzie są podobni, a zarazem każdy szuka własnego sposobu, by zmierzyć się ze światem. Być może wreszcie przyjdzie nam myśl, że powinniśmy z większą empatią i wyrozumiałością spoglądać na ludzkie dziwactwa. Bo przecież, jeśli nie wnikniemy w intymny świat bohaterów, nie poznamy ich od środka – ich gesty i zachowania często możemy uznać za ekstrawagancje. Bo czymże jest oddanie „za darmo” (z punktu widzenia matki) uzbieranych jagód? A troska o pomalowanie paznokci, gdy człowiek udaje się w ostatnią drogę? Utworzenie dziwacznej konstrukcji z zespawanych torów (ratującej miejscową społeczność od utraty tożsamości)? A obdarowywanie zmarłego rękawiczkami? Śpiew na przystanku? Zakładanie papilotów na włosy w samym środku piekła wojny? Wszystko to w pewnym sensie dziwactwa, czasem szaleństwa, ale te wynikają z tęsknot, emocji i lęków człowieka. Wykonujemy pewne gesty, czasem bezwiednie, ponieważ tylko w taki sposób możemy poradzić sobie z bolesną stratą, z upływem czasu lub ze strachem. Jeśli pojmiemy, że dziwactwa naszych bohaterów to mechanizmy obronne – uświadomimy sobie, że ich doświadczenia stają się naturalne, zrozumiałe, wręcz uniwersalne.

Nie można nie wspomnieć o obrazowym i sugestywnym języku pisarki, która nadaje zwyczajnym chwilom liryczną i plastyczną oprawę, przez co potrafimy wyobrazić sobie scenerię, porę dnia i nastrój bohaterów: „W białe upalne południe (rozżarzone bruki i mury pokrywał biały nalot, balkony stały w białej pustce) usłyszałam śpiący gdzieś w załomach pamięci dźwięk i zanim obudził się i rozprostował tony, minęła biała chwila.”[1]; „Być może wypatrzył ją na jednym z ogrodowych rautów, które – ziejąc wytworną nudą – wypełniały przestrzeń senno lepkim szmerem wymienianych uprzejmości i rażącą bielą ubrań kelnerów przemykających bezszelestnie miedzy osłoniętymi płóciennym baldachimem stołami.”[2] Jeżeli bohater stoi na przystanku, a jego stan emocjonalny wskazuje, że znajduje się nad przepaścią – Autorka wyeksponuje jeszcze zgrzytliwo-jazgotliwe dźwięki nadjeżdżających tramwajów. Jeśli narratorka kręci się po bazarze, to pogrąży się w „rozszemranym kupieckim gwarze (…) między beczko-wonią kiszonej kapusty, piętrzącymi się kopcami włoszczyzny i drażniącego nozdrza szczypioru.”[3] Za każdym razem są to przywołane zaledwie kilkoma zdaniami skończone ilustracje, niemal gotowe filmowe kadry, które wprowadzają czytelnika w klimat i grają na jego zmysłach.

Skąd siła obrazu i lizyzm, którymi przepojony jest ten zbiorek? Kto śledzi twórczość Elżbiety Isakiewicz, ten wie, że to wypadkowe zawodowych umiejętności i poetyckiej duszy. Mikropowieści - to historie zarejestrowane reporterskim okiem, a jednocześnie dotknięte głęboką wrażliwością; to reportaże, które do szczętu łamią zasadę ascetyzmu arystycznego. Jej opowiadania zawsze podszyte są życzliwością dla człowieka i autentyczną empatią, wręcz czułością. Pisarka niczego nie ocenia i niczemu się nie dziwi. Nad utworami unosi się duch Czechowa...


Przypisy:
1. Niewyśnione historie, Elżbieta Isakiewicz, Sic! 2017, str.13
2. Tamże, str. 82
3. Tamże, str. 35




Tekst opublikowany w kwartalniku:



poniedziałek, 3 lipca 2017

"sZAFa" # 62 CZERWIEC 2017



Zdjęcie na okładce autorstwa René Pascala




Z lekkim poślizgiem (spowodowanym urlopem) - zapraszam w imieniu Zespołu Redakcyjnego do lektury nowego numeru sZAFy, w którym również mam zaszczyt brać skromny udział:)

 W numerze:

POEZJA
Ewa Brzoza-Birk, Roman Bromboszcz, Błażej Jacek Klajza, Karol Maliszewski, Anna Musiał, Katarzyna Ślączka, Mirka Szychowiak, Aleksander Wierny
PROZA
Wioletta Leśków-Cyrulik, Karol Maliszewski, Mirka Szychowiak, Sabina Waszut
FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO
Ula Dzwonik, Kurt Eichhorn, Alexander Ermolaev, Fotini Hamidieli, Nikolaus Hirschmann, Ewa Kantorczyk, Krzysztof Ogonowski
sZAFa Presents
Izabela Drzewiecka-Antolak - Wiersze
René Pascal - Biel w Mediolanie
Tadeusz Wroński - Wspomina Maria Dziedziniewicz z Galerii M we Wrocławiu
ESEJE-FELIETONY-RELACJE
Mirek Antoniewicz - Pakal Wielki w Galerii Sztuki Brzeskiego Centrum Kultury Andrzej Walkusz „Kolor w grafice”
Paweł Dąbrowski - Zapiski Portowe (XV Port Poetycki w Chorzowie)
Ewa Frączek - Zdrowie psychiczne jako dramat racjonalisty, czyli między doktorem Freudem a doktorem Franklem różnicy brak
Magda Harmon - Prawa Półkula
Leszek Jodliński - Białe żagle nad Tel Awiwem * (No) Better Place
Wioletta Leśków-Cyrulik - Nieistnienie
Błażej Szymankiewicz - Unieśmiertelniona. Esej o pewnej fotografii
z czasów hiszpańskiej wojny domowej
TEATR-FILM
Agata Jabłonowska-Turkiewicz - Urodziny. Kameralna sztuka w trzech aktach
RECENZJE
Paweł Dąbrowski - Węzły znaczeń. Szymon Słomczyński „Latakia” * Po starym świecie. Andrzej Sosnowski „Trawers” * Noc i sen. Marta Zelwan „Graffiti” * Nie/urok małego miasteczka. Zbigniew Wojciechowicz „Dulszczynea” * Wiersze z Krakowa. Ewa Sonnenberg „Wiersze dla jednego człowieka” * Zabawy słowne długopisem. Miłosz Waligórski „Długopis”
Ewa Frączek - Remigiusza Mroza wykładania o tym, że w `39 Niemcy napadli na Polskę, czyli raz na kilka lat człowiek może być złośliwy
Magda Gałkowska - Kara za jątrzącą się pierdołowatość. Paulina Korzeniewska „Pogodna biel dobrego samopoczucia”
Alicja Łukasik - Marcin Orliński „Środki doraźne” * Paweł Nowakowski „Między innymi” * Natasza Goerke „Tam”
Paulina Mikołajczyk - Dorota Masłowska „Jak przejąć kontrolę nad światem”
Jakub Sajkowski - Zasnąć i obudzić się to też podróż w czasie. Daniel Madej „Mała Epoka”
Mirosława Szott - Soczewka skupiająca światło. Justyna Koronkiewicz „Szamanka”
Aleksandra Urbańczyk - NA FALACH MYŚLI, WŚRÓD MORSKICH FAL, „Księga Morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku”, Morten A. Strøksnes * W duchu Czechowa – nowy zbiór opowiadań Elżbiety Isakiewicz „Niewyśnione historie” * „Wakacje nad Adriatykiem” Zofii Posmysz, ponownie dostrzeżone arcydzieło literatury polskiej
Małgorzata Zakrzewska - Szepty kamieni. Berenika Lenard & Piotr Mikołajczak, „Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii”
ROZMOWY W sZAFie
Małgorzata Południak rozmawia z Tadeuszem Baranowskim (III)
WYWIAD
Małgorzata Południak rozmawia z Mirkiem Antoniewiczem

Przyjemnej lektury!

środa, 7 czerwca 2017

ŻYCIE JEST SYMFONIĄ MAHLERA – „Busola”, Mathias Énard – recenzja przedpremierowa!



 „Musiałem pokazać po pierwsze, że islam i Orient nie powinny być utożsamiane ze ślepą przemocą i bezbrzeżną głupotą, i po drugie, że wszyscy jesteśmy trochę orientalni”
- Mathias Énard


„O, nie śpij, druhu, nocy tej.
Tyś jest Duch, a myśmy chorzy nocy tej.
Odpędź o oczu Twoich sen! Nocy tej!
Tajemnica się rozwidni, Nocy tej!
(…)
Jak cicho. Inni śpią.
Ja i Bóg jesteśmy sami, nocy tej!
(…)
Gdybym przespał aż do ranka,
Już bym nigdy nie odzyskał nocy tej!”


- frag. „Pieśni o nocy”, Dżalaluddin Rumi, w przekładzie Tadeusza Micińskiego





tytuł: Busola
autor: Mathias Enard
tłumacz: Magdalena Kamińska-Maurugeon 
ISBN: 9788308062388
liczba stron: 512
premiera 14 czerwca!




Busola to literacka hybryda; powieść jest napisana w formie wspomnień głównego bohatera – wiedeńskiego muzykologa zafascynowanego Orientem, które często (z powodów dryfowania w stronę tematów filozoficznych, muzycznych i kulturowych) przybierają kształt literackiego eseju. Franz Ritter – narrator, a zarazem główny bohater – spędza bezsenną noc (wręcz odlicza mozolnie upływające godziny) na rozpamiętywaniu przeszłości i podsumowywaniu życia na skutek dwóch wydarzeń: właśnie usłyszał diagnozę swojej choroby i otrzymał przesyłkę od przebywającej na drugim końcu świata kobiety swojego życia. Natłok wrażeń, emocje i tęsknota nie pozwalają mu zmrużyć oka, dzięki czemu czytelnik poznaje jego biografię, dzieje nieszczęśliwej miłości, a także historię jego fascynacji Orientem. Ponieważ bohater odbył liczne podróże, dobrze poznał wschodnie tradycje, dziedzictwo i wartości, a później niestrudzenie tropił ich ślady na naszym kontynencie – z jego opowieści rodzi się obraz europejskiej kultury, która jest mniej hermetyczna niż skłonni jesteśmy przyznawać. Biografia naszego bohatera stanowi główną oś fabuły, natomiast rozmaite tematy, które przy okazji zostały poruszone – pozwalają na wielorakie interpretacje. Busola to historia miłosna (ale opowiedziana w duchu najlepszych klasycznych tekstów), opowieść o podróżach (również literackich i muzycznych), diagnoza kondycji współczesnego człowieka, a także alegoryczna historia świata.

Sara i Franz

Poznali się na konferencji naukowców w domu Josepha von Hammera-Purgstalla (austriackiego orientalisty żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku, tłumacza Księgi tysiąca i jednej nocy). Franz, który chciał zostać muzykologiem, w zasadzie był zadowolony ze swego miejsca w świecie: z możliwości studiowania i przebywania w Wiedniu, w jednej z najbardziej muzycznych europejskich stolic. Sara (w połowie Francuzka i Algierka) - od początku swój kompas ustawia na Wschód. Dziewczyna podróżuje duchowymi i literackimi szlakami, a Franz tak pokieruje swoją naukową karierą, by być zawsze blisko niej. Razem odkrywają Orient. Sara jest przewodniczką Franza, motorem napędowym zmuszającym do bezustannego intelektualnego wysiłku i do poszukiwań; jego sumieniem, natchnieniem, punktem odniesienia i źródłem wiedzy. Płomieniem, który nie obiecuje ugaszenia pragnienia. Busolą. Jego Muzą i porażką.

Oboje są przeciwnymi żywiołami. On ze swymi zbiorami (książki, płyty, partytury i pamiątki związane z Sarą) i ze stałą akademicką posadą. Ona – zawsze w ruchu, nie do końca uchwytna. Ale kiedy wszyscy ponoszą swoją własną klęskę, gdy świat ogarnia szaleństwo i pogrąża się w bólu – Ona jedna nadal prowadzi swoją krucjatę: „mierzy się z żałobą i chorobą, wytrwale grzebie w smutku tego świata, aby wyciągnąć z niego piękno i wiedzę”1. Franz póki może – dzielnie dotrzymuje jej kroku. Ale któż zdoła dogonić pustynny wiatr?

Symbolizm

Sara i Franz – to para kochanków, ale możemy też poszukać ich znaczenia nieco głębiej. Nasza bohaterka jest przecież wyidealizowana, przedstawiona na wzór niezapomnianych kobiecych literackich kreacji: to nowa wersja Lajli, Julii, Izoldy lub Salambo – kobieta fascynująca i nieosiągalna jak nieuchwytne marzenie. Możemy w naszych bohaterach dopatrywać się symboli, przecież w tej naładowanej nazwiskami i wymownymi wydarzeniami książce nie ma niczego przypadkowego. Franz nie bez powodu mieszka w samym sercu Europy, w mieście, które nazywane jest >>Bramą Orientu<< (autorem takiego określenia jest Hofmannsthal – austriacki pisarz, poeta i dramaturg, autor librett do oper Straussa). I chociaż czytelnikowi stolica Austrii z pewnością kojarzy się najpierw ze Straussem, Schubertem i Schonebergiem – po lekturze Busoli – spojrzy inaczej. Wiedeń stanie się zupełnie innym  miastem… Z pewnością Mathias Enard z premedytacją potraktował swoich bohaterów alegorycznie – Franz jest symbolem Zachodu. Sara – to Orient. Syria przeżywa na naszych oczach niewyobrażalny dramat (Sara pogrążona jest w żałobie), ale powinniśmy zwrócić uwagę i podumać nad tym, że to Franz jest najbardziej chorym bohaterem…

Muzyka

Busola jest bez wątpienia wielowymiarową powieścią o muzyce. Sama powieść jest skomponowana na wzór utworu muzycznego opartego na leitmotivie, wokół którego rytmicznie powracają pewne tematy i frazy.  Raz po raz pojawia się cały szereg nazwisk europejskich kompozytorów, którzy  zrewolucjonizowali muzykę, a przy okazji stali się orędownikami Orientu – przeszczepili go na europejski grunt.  Liszt, Bartók, Berlioz, ale także Karol Szymanowski. We wspomnienia Franza regularnie wkradają się opowieści  (o losach tych twórców, miłości, pasjach i twórczości), które za każdym razem również w magiczny sposób przenoszą nas na Wschód. Książka ma swoją wyraźną ścieżkę dźwiękową i idąc za wskazówkami autora możemy dotrzeć do wielu niezwykłych (czasem nieco zapomnianych) utworów.

Nasz narrator jest muzykiem i muzykologiem, więc ma niezwykle wyczulone ucho – dlatego poznamy muzyczne dzieła, które w książce Enarda posłużyły za ilustracje, ale także wychwycimy charakterystyczne dźwięki wielu miejsc (muzykę miast) lub będziemy świadkami muzycznych skojarzeń. Słuchając turkotu przejeżdżającego tramwaju – spróbujemy od razu odnaleźć jego rozkołysany rytm w energicznej etiudzie Le chemin de fer Charlesa-Valentina Alkana (na nowo odkrywanego genialnego kompozytora, przyjaciela Liszta i Chopina). W mieszkaniu Franza wsłuchamy się w dźwięki miasta, które zlewają się z fragmentami utworów wysłuchiwanych przez bohatera z płyt. Przenosząc się na Wschód – poznamy dźwięki zupełnie innego rodzaju. Z pewnością każdy, kto po raz pierwszy odwiedził tę stronę świata – doznał niezwykłych wrażeń słysząc śpiew muezina płynący z minaretu. Wraz z Franzem będziemy próbować zrozumieć sens tego wezwania.

Hołd dla pisarzy

Dzieło Mathiasa Enarada jest hołdem dla wielu wybitnych utworów literackich. Kto interesuje się szeroko pojętą kulturą (zachodnią czy wschodnią) z pewnością odnajdzie echa własnych literackich pasji. Odwołań do przeróżnych dzieł (od najstarszych pomników literackich, po utwory współczesne) jest tyle, że nie sposób ich wszystkich w recenzji przytoczyć. Pisarz rozmieścił wiele tropów, które ukazują w jaki sposób poezja perska przeniknęła do sztuki i kultury europejskiej. Natkniemy się na nawiązanie do Lajli i Madżnuna – nieśmiertelnej i najbardziej popularnej na całym muzułmańskim Wschodzie legendy o tragicznej miłości młodych kochanków (Romeo i Julia Wschodu), przy czym Enard tworzy współczesną wersję tej baśni (to opowieść o Azrze i Faridzie Lahutim, o młodej parze, która walczyła o wolność Iranu). Na kartach Busoli napotkamy nazwiska wielu istotnych pisarzy, ale kilku twórców Enard wyróżnił w sposób szczególny. Jednym z nich jest Sadegh Hedajat – perski prozaik, jeden z najważniejszych pisarzy współczesnych urodzonych w Iranie, który jest uważany za odnowiciela tamtejszej literatury. Jego najważniejszym osiągnięciem jest Ślepa sowa – dziełko oniryczne, rozgrywające się pośród oparów opium, w nieokreślonym miejscu i czasie. Od fascynacji Hedajatem zaczyna się związek Sary i Franza. Hedajat zainteresował ich jako człowiek pośredniczący w wymianie kulturowej, który poznał dokładnie ten stan, który był wynikiem „tarcia, utraty samego siebie w akcie tworzenia, w zetknięciu z odmiennością”2(aluzja do jego twórczości we Francji). A poza tym poeta stał się patronem Franza: tak jak on - wiedział wszystko o depresji, melancholii i o tęsknocie… Nie można też nie wspomnieć o najwybitniejszym sufickim poecie i mistyku (Dżalaluddin Rumi) i jego poemacie (Pieśń o nocy), którego duch unosi się nad całą książką i nad wspomnieniami Franza (pojawia się także w dźwiękach III Symfonii Szymanowskiego, której możemy wysłuchać wraz z bohaterem). Szczególnie wyróżnionym twórcą, któremu Enard składa hołd – jest Tomasz Mann – Mistrz i „latarnia literatury europejskiej”3. Nietrudno zauważyć, że Busola jest jedną wielką aluzją do jego twórczości (Buddenbrookowie, Doktor Faustus, Czarodziejska Góra). Już główny bohater - chory Franz - może nam się skojarzyć z Hansem Castorpem, chociaż bohaterowie różnią się wiekiem i doświadczeniem. Enard wzorem Manna (z Czarodziejskiej Góry) stworzył paraboliczną powieść o życiu i tak manipuluje swym bohaterem, by ukazać diagnozę sytuacji Europy. Wzorem Doktora Faustusa – tworzy historię, którą w jednej z warstw możemy odczytać jako powieść o muzyce.

Pieśń o Aleppo

Czytając Busolę podążamy za Sarą i Franzem po uliczkach i bazarach Wschodu, odwiedzimy Stambuł i Teheran, spędzimy noc na pustyni, pod gwiazdami, w ruinach zamku, ale odwiedzimy też najsłynniejsze ruiny Syrii. Wspomnienie Palmiry stanie się doskonałą okazją do wysłuchania opowieści o wpływie jej odkrycia na naszą architekturę, bowiem dziś wszystkie europejskie stolice sporo zawdzięczają „palmireńskim kapitelom, kawałki syryjskiej pustyni wyemigrowały nielegalnie do Londynu, Paryża i Wiednia”4. Wraz z bohaterami zaglądamy do Hotelu Baron w Aleppo, w którym zatrzymywali się Lawrence, Agatha Christie, Król Fajsal i Charles de Gaulle, ciesząc się jego dekadenckim klimatem i który dziś można odwiedzać jedynie we wspomnieniach. Hotel Zenobia w Palmirze, który pozwalał turystom spędzać noc pośród majestatycznych ruin – staje się pretekstem do przytoczenia awanturniczych, zbrodniczych i szpiegowskich losów fałszywej hrabiny, pustynnej Maty Hari, domniemanej trucicielki męża – pierwszej zarządczyni Hotelu Zenobia – Margi d’Andurain. Otrzymujemy zatem kontrastowy obraz Syrii sprzed wojny i tej dotkniętej dzisiejszym nieszczęściem, na sielankowe wspomnienia Franza nakłada się mroczny cień. Wstrząsająca historia miasta Aleppo staje się dla autora także okazją, by zedrzeć romantyczną maskę z archeologii i wyjaśnić, że tragedia Syrii rozpoczęła się na długo przed wybuchem aktualnej wojny…

Szaleństwo świata

Podczas lektury Busoli zorientujemy się, że Mathias Enard tropi różne formy szaleństwa – i słusznie, bo ludzie w szaleństwie (z miłości, z tęsknoty i w największych emocjach) tworzą najwspanialsze dzieła sztuki; z szaleństwa popełniają także najpotworniejsze zbrodnie. W korowodzie szaleńców zobaczymy twórców ogarniętych namiętnością, ale także Hitlera, jednego z cesarzy i dżihadystów wysadzających ruiny bezcennych pomników architektury. Przyjrzymy się szaleńcom działającym na Wschodzie i szaleńców Zachodu. Zastanowimy się jak można pogodzić z sobą funkcję duchownego i żołnierza. Poznamy losy wybitnego poety, który naprawdę wiele zrobił, by świat zapomniał o jego genialnej twórczości (Germain Nouveau). Spotkamy ludzi tak szalonych, że zostali uznani za świętych. Przyjdzie nam się zadumać i przywyknąć do myśli, że historia człowieka – to w gruncie rzeczy: historia jego szaleństwa.


Dżihadyści

Są bezwzględni i okrutni. W dodatku niszczą bezcenne dzieła sztuki i architektury (swoje własne dziedzictwo) w akcie bezrozumnego wandalizmu. Mathias Enard poświęca im wiele uwagi – ale problem dżihadu i państwa islamskiego ukazuje w szerszym kontekście. Z jednej strony zwraca uwagę, że „święta wojna”, której dziś jesteśmy świadkami – wcale nie jest taka święta. To wojna „prowadzona z wszelkich możliwych pobudek – poza duchowymi”5. Z drugiej strony uzmysławia, że nie powinniśmy utożsamiać dżihadystów z całym muzułmańskim światem. Wreszcie przypomina pewną historię, dziś skrzętnie pomijaną, która powinna rzucić nieco światła w tej sprawie. Jest to historia nieudanego projektu związanego z Obozem Półksiężyca (Halbmondlager w Zossen, Prusy). Maks von Oppenheimer (niemiecki arystokrata, dyplomata i orientalista) przekonał cesarza Niemiec Wilhelma II, że można wykorzystać dżihad jako tajną broń do walki z Rosją, Wielką Brytanią i Francją o wpływy na Wschodzie. Rozpoczęto działania, które miały rozjątrzyć muzułmański świat. Dżihad rzeczywiście został ogłoszony w 1914 roku, w Stambule. Do Obozu Półksiężyca zaś trafiali jeńcy wojenni – muzułmanie, którzy walczyli po stronie wrogich mocarstw, którzy mieli pod wpływem propagandy przejść na stronę Niemiec. Dzięki temu – muzułmanie mieli odwrócić się od wielkich mocarstw, a zachować lojalność wobec „przyjaznych” Niemców. Obóz – jako przedsięwzięcie zupełnie nieudane, został rozwiązany już w 1917 roku, a „święta wojna”, którą rozpętano – nigdy nie przyniosła oczekiwanego skutku. Mathias Edard przytacza tę zapomnianą historię po to, by udowodnić, że nie cały muzułmański świat ma skłonności do masowego fanatyzmu, że szaleństwo nie zawsze rodzi się na Wschodzie – w tym konkretnym przypadku butelkę ze złym dżinnem odkorkowano na Zachodzie…

Świat na krawędzi?

Każde dzieło zawiera „ziarno własnego zniszczenia”6, każde życie zawiera zarodek swojej śmierci. Nasz świat również nosi zarodek swojego unicestwienia. Koniec nadejdzie i prawdopodobnie sami go sobie zgotujemy. Ale katastrofę można opóźnić - istnieje jeszcze szansa. Szkopuł w tym, że w powieści Enarda rozumie to tylko jeden z bohaterów, dokładnie ten, który oficjalnie uznany jest za nieszkodliwego wariata. Bilger – przyjaciel Franza – naukowiec, książę archeologów, współczesny Schliemann (jedyny Europejczyk, który czuje, że trzeba nauczyć miejscową ludność utożsamiać się z odkryciami, które stanowią ich dziedzictwo). Bilger – symbol złamanej kariery i jeszcze jeden oryginał z korowodu szaleńców. I to właśnie on jest świadomy tego, co się dzieje: „ (…)nasz świat jest zagrożony, nikt nie interesuje się archeologią starożytnej Grecji i Rzymu, wszyscy tylko Al-Kaidą – a już Beethoven rozumiał, że w muzyce należy zbliżyć do siebie dwa brzegi – Wschód i Zachód – żeby odroczyć nadchodzący koniec świata!”7. Uważnie powinniśmy wysłuchać tego przekazu, jakże jest wymowny i alegoryczny. Tylko kto zwróci uwagę na słowa, które autor włożył w usta współczesnej Kassandry?


Busola to hołd dla Orientu, a zarazem wspaniała uczta literacka: wielowymiarowa eskapada przez wieki i przez kontynenty. Wszystkie wątki poruszone w tej książce łączą się w jednym punkcie, wszystkie przekonują, że europejska kultura jest tworem kosmopolitycznym; jak bardzo części świata: Wschód i Zachód – powinny być traktowane tylko umownie.

W powieści roi się od nazwisk, dzieł i zdarzeń, a mimo to – czytelnik ani przez chwilę nie traci sprzed oczu przewodniej idei. Warto też wspomnieć, że udało się autorowi dokonać rzeczy niezwykle trudnej - w książce, która jest formą dziennika i zapisu strumienia wspomnień, czasem strumienia świadomości, a także kroniką współczesnych czasów – udało się utrzymać powieściowe napięcie. Mann, Liszt, Rumi, Balzak, Wiedeń, Europa, Wschód, Aleppo… – wszystkie tematy doskonale łączą się w wielobarwnej (snutej na wzór Księgi tysiąca i jednej nocy) opowieści, w której odnajdziemy wszystko – co we Wschodzie (ale także w nas samych) – najbardziej fascynuje i najbardziej przeraża… W jaki sposób autor dobiera osoby do tego korowodu nazwisk i tytułów? Jakim kierował się kluczem? Łatwo rozszyfrujemy, że to artyści, którzy nigdy nie zasklepili się w swojej „europejskości” i  otworzyli się na istnienie „innego”. A wszystkie dywagacje prowadzą do wspólnej konkluzji: człowiek może odnaleźć się w tym skomplikowanym świecie, może osiągnąć spokój i trafić na przyjazną duszę - ale tylko wówczas, gdy ze światem zestroi swoją wewnętrzną busolę.

Usiądź zatem Czytelniku i rozpocznij z Franzem nocne czuwanie. Weź go za rękę, albo raczej – sam pozwól się poprowadzić przez tę niezwykłą noc – rano stwierdzisz, że stałeś się innym człowiekiem…

***


14 czerwca książka ma swoją polską premierę.
Tego samego dnia kapituła nagrody rozstrzygnie – która z książek zakwalifikowanych do ostatniego etapu konkursu - otrzyma Nagrodę Bookera. Mam szczerą nadzieję, że wygra Busola Enarda. 
Prawdziwe wyrazy uznania dla tłumaczki- 
Magdaleny Kamińskiej-Maurugeon!

***


1. Busola, Mathias Énard, Wydawnictwo Literackie, 2017, str. 452
2. Tamże, str. 14
3. Tamże, str. 332
4. Tamże, str. 164
5. Tamże, str. 308
6. Tamże, str. 502
7. Tamże, str. 127

***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości: 





poniedziałek, 29 maja 2017

WIECZÓR AUTORSKI ELŻBIETY ISAKIEWICZ




iIlustracja: źródło


"Klimatyczna księgarnia, w której wraz z rudym kotem buszuje wyższa kultura; dobre wino, z którym (zwłaszcza) w czerwcowy wieczór wzrasta dusza – czyli zapraszam Was, Drodzy, na moje spotkanie autorskie z okazji ukazania się Niewyśnionych historii

6 CZERWCA, WTOREK, KSIĘGARNIA BAGATELA NA PIĘTERKU, W SAMYM CENTRUM, PRZY PLACU UNII LUBELSKIEJ, GODZ. 19.

Książkę przedstawi Dorota Koman-Szmigiero, a fragmenty przeczyta Andrzej Ferenc. Rudy kot pomruczy."


- Na spotkanie zaprasza Autorka zbiorku Niewyśnione historie - Elżbieta Isakiewicz


***


Śledzicie niewyśnione wpisy Autorki na Facebooku? Zagubiliście się już w świecie Lekkich halek czarownic lub drugiego zbiorku mikroopowieści: Niewyśnione historie? (recenzja tego drugiego już wkrótce na blogu). Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zabłądzić w świat widziany oczami Elżbiety Isakiewicz, to można zajrzeć przez dziurkę od klucza 

-Tutaj

- to tylko jeden z mikroświatów - jedna z miniatur, które sprawiają, że człowiek musi się zatrzymać: czas wówczas naprawdę "schodzi z zegarów"; sprawia, że przenosimy się jednocześnie w obraz wywołany przez Autorkę i we własne zakamarki duszy... A później trzeba wpaść na spotkanie do klimatycznej księgarni. Autorka wybiera niebagatelne miejsca na swoje spotkania...

czwartek, 25 maja 2017

„Między mangą a legendą“ spotkanie z Kazuki Sakurabą podczas Big Book Festival - /materiały prasowe/













Kazuki Sakuraba, gwiazda współczesnej literatury japońskiej, autorka bestsellerowych Czerwonych dziewczyn, będzie gościem Big Book Festival odbywającego się w dniach 23-25 czerwca w Warszawie. W sobotę 24 czerwca o godzinie 14:00 pisarka spotka się z polskimi czytelnikami i w rozmowie z Katarzyną Boni odpowie m.in. na pytanie, dlaczego oniryczna baśń to najlepszy sposób opisania współczesnej Japonii i jak wygląda życie po szoku przyszłości. Na spotkanie „Między mangą a legendą“ zapraszamy do Audytorium Maximum przy ul. Emilii Plater 31 w Warszawie. (fot. Mika Sudo)



Zachód ma swoją „Dziewczynę z pociągu” i inne podobne bohaterki twardzielki, ale kraje Dalekiego Wschodu też je sobie wyhodowały. Z ciekawym efektem. Kazuki Sakuraba jest na japońskim rynku książki zjawiskiem. (…) Trudno napisać zajmującą sagę, która po czasie nie znużyłaby nawet najwytrwalszych czytelników Sakurabie się udało.
Aleksandra Żelazińska, „Zwierciadło”

… zaczyna się jak baśń… Kazuki Sakuraba opowiada historię niezwykłych kobiet, w tle kreśląc obraz Japonii po drugiej wojnie światowej.
„Harper’s Bazaar”

Polecam jej kobiecą sagę „Czerwone dziewczyny”.
Monika Finotello, „Cosmopolitan”

Jeśli kochacie opowieści o Japonii, ta was zachwyci. Baśniowa, melancholijna i wciągająca.
Marta Szarejko, „Elle”







recenzja książki - TUTAJ

czwartek, 18 maja 2017

W zapowiedziach - finalista Międzynarodowej Nagrody Bookera: "Busola" - Mathiasa Enarda /materiały prasowe/





"Kilka tygodni temu ogłoszono, że Mathias Enard, francuski pisarz i tłumacz, laureat Nagrody Goncourtów za powieść Busola (2015), znalazł się na liście finalistów przyznawanej o 2005 roku co dwa lata Międzynarodowej Nagrody Bookera. Powieść ukaże się 14 czerwca nakladem Wydawnictwa Literackiego w przekładzie Madgaleny Kamińskiej-Maurugeon. 
Tego samego dnia kapituła nagrody wyda werdykt. 

W ostatnich latach nakładem w.w. oficyny ukazały się uhonorowane Nagrodą Bookera: Wszystko, co lśni (Eleanor Catton), Ścieżki Północy (Richarda Flanagana) i Krótka historia siedmiu zabójstw (Marlona Jamesa).

***

Zmysłowa i uczona... Przepiękna książka. /"Le Monde"/

***

Bibliografia "Busoli" to około czterysta książek i klkaset artykułów naukowych. Tą książką zamykam cykl o związkach między Orientem i Zachodem. Teraz chciałbym zająć się francuską tożsamością. / Mathias Enard w wywiadzie dla "Lire"?

***

Pisarze inteligentni się zdarzają. Pisarze - erudyci już mniej. Ambitnych pisarzy jest jak na lekarstwo - nie mówię o tych, którzy gonią za popularnością, bo takich jest pełno, ale o takich, którzy wierzą, jak mówił Calvino, że "literatura może żyć jedynie wtedy, gdy wyznacza się jej cele ponad miarę, wręcz niemożliwe do osiągnięcia". Enard jest inteligentnym i ambitnym erudytą. /Olivier Rolin/

***

Muzycznym frazowaniem Enard prekazuje miłość do Orientu i jego zabytków, które powinniśmy chronić. To busola naszych czasów. / Premier Manuel Valls na Twitterze/





fot. Marc Melki. Wyd. Literackie


Mathias Énard
(ur. 1972) – pisarz francuski, tłumacz, studiował język arabski i perski w INALCO, wykłada język arabski. Laureat Nagrody Goncourtów, Prix des cinq continents de la francophonie, Prix Edmée-de-La-Rochefoucauld, Prix Décembre, Prix Candide, Prix Cadmous, Prix Initiales, Prix du Livre Inter, Prix Roman-News, oficer Orderu Sztuki i Literatury przyznawanego przez Ministerstwo Kultury we Francji.