sobota, 30 września 2017

BALLADA O MIŁOŚCI I NIENAWIŚCI. O DUSZACH CZARNYCH JAK SMOŁA - „Księga nocnych kobiet”, Marlon James [recenzja przedpremierowa]



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumacz: Robert Sodół
Ilość stron: 480
ISBN: 978-83-08-06426-9

PREMIERA: 11 października 2017




„Wszystkie negry chodzą wkoło. Zakonotujcie to sobie, a resztę dopowiedzcie sami. Czasem jak negr skona i inny zajmie jego miejsce to nawet jak nie z tej samej krwi, ciągle jego śladami po tym samym kręgu kroczy. To krąg życia, co go negr nie wybiera, i śmierci, co może przyjść lada chwila. Być może negry przyjmują rzeczy takie, jakie są, bo zawsze takie będą, jakie zawsze były. Może dla backra i negra lepiej, jak rzeczy wracają na miejsce, co ludzie uważają za najlepsze, dopóki kolejny raz ogień nie wybuchnie. Biały śpi z jednym okiem  otwartym, ale czarny to spać w ogóle nie może”1


Marlon James to autor książki Krótka historia siedmiu zabójstw, o której zrobiło się głośno w 2015 roku, ale zanim pisarz został pierwszym w historii jamajskim laureatem Nagrody Bookera – już miał na swoim koncie dwie powieści, w tym Księgę nocnych kobiet, która przedstawia obraz stosunków społecznych panujących na Jamajce na przełomie XVIII i XIX wieku, przy czym na plan pierwszy wysuwa burzliwą historię niewolnictwa.

Jamajka to państwo na karaibskiej wyspie odkryte przez Kolumba, skolonizowane przez Hiszpanów (później przez Anglików), którego gospodarka w czasie, w którym toczy się akcja książki, oparta była na uprawie trzciny cukrowej i tytoniu. W szczytowym okresie rozwoju (z powodu dużego zapotrzebowania na produkty kolonialne, które pochłaniała Europa i Ameryka Północna) – cały kraj pokryły liczne plantacje wykorzystujące niewolniczą pracę. Tania siła robocza była niezbędnym czynnikiem decydującym o sukcesie plantatora, ale także stanowiła poważny problem. Największe plantacje wymagały zatrudnienie całej armii pracowników. Właściciele zdawali sobie sprawę z liczebnej przewagi niewolników i płynącego stąd zagrożenia. Rebelie wybuchały dosyć często i chociaż za każdym razem je okrutnie tłumiono, a wszyscy niewolnicy płacili głową – to przecież podobne zrywy stanowiły niejednokrotnie jedyne ujście gniewu dla ciemiężonej ludności. Plantatorzy, chcąc zapobiec kolejnym ekscesom świadomie wprowadzali przemoc fizyczną i terror, rządzili w swoich majątkach za pomocą strachu, stosowali najwymyślniejsze psychiczne i fizyczne tortury. W ten sposób powstawał mroczny krąg – niewolników szczuto i dręczono, ale jeśli tylko udało im się wzniecić bunt – z kolei oni nie wahali się krwawo rozprawić ze swoimi właścicielami, nie szczędząc jego rodziny i dzieci. Tak mniej więcej przedstawiają się historyczne realia, które stały się tłem i częścią fabuły Księgi nocnych kobiet.

W trakcie lektury czytelnik bardzo szybko zwróci uwagę na kilka charakterystycznych spraw, zorientuje się z jak wyjątkowym utworem ma do czynienia. W literaturze nie spotkaliśmy dotąd takiego ujęcia relacji między białym i czarnym człowiekiem. To obraz niewolnictwa odarty z mitów (i to po obu stronach). Książka nie tylko obnaża okrucieństwo rasy „panów”, ale również ukazuje surową prawdę o mechanizmach obronnych niewolników. Czy wizja, którą przedstawił Marlon James (zwłaszcza wszystkie zagrożenia, które czyhają na bohaterów powieści) jest wiarygodna? Jak najbardziej! Pamiętajmy, że czarnoskóry pisarz nosi w sobie pamięć swojego ludu i spełnia taką samą rolę jak Richard Flanagan wobec Tasmanii – jest kronikarzem i sumieniem swojego kraju. Książka jest mocno zakorzeniona w tradycjach, a jeżeli jeszcze zastanawiamy się czy pisarz nie przesadził z długą listą wymyślnych męczarni, którymi dopuszczał się rzekomo „cywilizowany” biały człowiek - warto odnieść się do dzienników niejakiego Thomasa Thistlewooda, jamajskiego plantatora z XVIII wieku, który skrupulatnie opisywał swoje postępowanie z niewolnikami2. Zapewne nie spodziewał się, że wiele pokoleń później jego prywatne notatki, które gromadził przez 37 lat, będą nie tylko dowodziły jego okrucieństwa, ale także zostaną uznane za wiarygodne świadectwo epoki. Jeżeli nawet Marlon James tworząc swoją pieśń o niewolnictwie - nie zamierzał nadawać dziennikom sadysty Thistlewooda epickiego wymiaru, to z całą pewnością w dużej mierze się na nich oparł.

Drugą niezwykle ważną kwestią, na którą czytelnik od razu zwraca uwagę – jest język. Powieść napisana jest slangiem. Szybko się do niego przyzwyczai i uzna, że ta historia nie mogła zostać opowiedziana lepiej. Nie mogła być inna, skoro miała być wiarygodną relacją świadka. Poznajemy ją bowiem z ust narratora, który jest niewolnikiem. Poza tym trzeba przyznać, że język (który jest jędrny i soczysty, wręcz: krwisty, obrazowy i dosadny) ma swój zniewalający urok, bywa tak samo surowy lub tak samo brutalny, jak świat, który przedstawia; ma swoją charakterystyczną „barwę” i rytm, sprawia, że przekaz staje się wiarygodny. Wreszcie to, co najważniejsze (i to jest największy fenomen tej książki) -  język rozwija się i ewoluuje wraz z postaciami. W tym miejscu ukłony i brawa należą się również tłumaczowi. Biorąc pod uwagę wszelkie przeszkody, trudności i nowatorski zamysł autora (także i to, że swoistym slangiem posługują się nie tylko niewolnicy, różni się także mowa białych bohaterów, jeden z nich jest Irlandczykiem) – trzeba przyznać, że Robert Sodół dokonał brawurowego przekładu. To sprawia, że lektura jest zaskakującym, ale i zachwycającym doświadczeniem. Można sobie tylko wyobrazić jak piorunujące wrażenie wywoła, gdy pojawi się jeszcze możliwość wysłuchania książki w formie audiobooka…

Marlon James ma wielki talent w wydobywaniu niuansów. Nie tylko za pomocą języka udało mu się uchwycić ewolucję człowieka, ale jeszcze zwraca uwagę czytelnika na to, że podział ras był sztywny i kategoryczny, ale miał liczne podgatunki. Innymi słowy - nie każdy biały był jednakowo biały i nie każdy „negr” – jednakowo czarny. Poznajemy hierarchię panującą w obu grupach. Białych przecież prezentuje Anglik, który z góry traktuje Irlandczyka i Kreolkę (poznamy ich kompleksy społeczne); wśród czarnoskórych bohaterów – podział był znacznie bardziej skomplikowany (główna bohaterka jest mulatką, co wprowadza w jej duszy sporo zamieszania).

Łatwo się jest domyślić, że powieść ma bohatera zbiorowego, ukazuje mieszkańców (przedstawicieli dwóch antagonistycznych grup społecznych) żyjących w zaprzyjaźnionych majątkach: w Montpelier i Coulibre. Ten kontrastowo zestawiony świat  białego i czarnoskórego człowieka niepozbawiony jest gorzkiej ironii. Przyglądamy się właścicielom ziemskim, którzy czują bezustanną potrzebę podkreślania swojej wyższości cywilizacyjnej (jakby musieli stale to udowadniać, zwłaszcza sobie samym), którzy w tym samym czasie fundują swoim niewolnikom najwymyślniejsze nieludzkie cierpienia… Potrafią zresztą także w wyrafinowany sposób dręczyć siebie nawzajem. Kiedy przekraczamy progi Montpelier – od razu zwrócimy uwagę na dźwięczne imiona: Andromeda, Atena, Ifigenia, Tantal, Atlas, Klitajmestra, Gorgona, Hipolita, Kallisto. Właściciel wykazał się prawdziwie ułańską fantazją, gdy nadawał niewolnikom imiona bogów i herosów (ale czy jest prawdziwym miłośnikiem literatury człowiek, który kobietę obdarza imieniem: Homer?). Jednak miał trochę racji stary szalony plantator, zwracając się ku mitom, bo nad każdym człowiekiem w jego majątku ciąży fatum… Kiedy odwiedzamy Montpelier - w pierwszym momencie może się nam wydać, że zabłądziliśmy na Olimp, ale nic bardziej mylnego – właśnie rozpoczynamy podróż przez kolejne kręgi piekła… W końcu spłynie na nas refleksja – musimy się zastanowić czy biały człowiek przyjeżdżał na koniec świata i zakładał plantacje ze względu na szansę dorobienia się majątku czy równie nęcąca (albo bardziej) była perspektywa zrzucenia maski „dżentelmena” i możliwość bezkarnego pofolgowania najmroczniejszym fantazjom? Czy po to przez wieki się cywilizował, żeby nagle odwiesić na kołku swoją kulturę i humanizm - i stanąć z batem nad słabszym człowiekiem?

A najważniejsze przesłanie książki? Główną bohaterką, z perspektywy której poznajemy wydarzenia – jest Lilit, młodziutka niewolnica. Lilit urodziła się jako mulatka w świecie, w którym biały lub czarny kolor skóry przesądza o wszystkim. Urodziła się także jako kobieta, w świecie, w którym niewolnik jest własnością białego człowieka, ale niewolnica – należy nie tylko do swojego właściciela. Także do jego zarządcy, do dozorców i do każdego innego mężczyzny (nawet niewolnika), który ma ochotę po nią sięgnąć… Niewolnica nie może czuć się bezpiecznie nawet przez moment. Czytelnik obserwuje bohaterkę, jest świadkiem wielu procesów, które zachodzą w jej ciele i świadomości. Lilit dorasta i dojrzewa. Staje się kobietą. Lilit poszukuje swojej tożsamości i korzeni. Uczy się poskramiać swoją hardą duszę. Próbuje przechytrzyć los. Poznaje piekło i niebo, doświadcza również męczarni czyśćca. Przechodzi ewolucję i transformację duchową, uczy się odróżniać dobro od zła. Przekonuje się, że człowiek nie ma wpływu na swój kolor skóry, ale bierze odpowiedzialność za to,  że jego dusza jest czysta lub czarna jak smoła. Lilit ma wielu „nauczycieli”. Biały człowiek za pomocą bata uczy ją, że „czarnuch” należy do gorszego gatunku. Homer – jej opiekunka – chce w nią wpoić przekonanie, że „czarnuch” i biały – są takimi samymi ludźmi. Do najważniejszych jednak wniosków dojdzie już sama. Przekona się, że czarni ludzie są tacy sami jak biali, ale jednocześnie – wcale nie są lepsi. Lilit uczy się myśleć i wyciągać wnioski, więc kiedy nadejdzie czas – stanie po właściwej stronie…

I jeszcze na koniec – nie można nie wspomnieć o pięknym hołdzie, jaki Marlon James złożył książce, bo gdy Homer potajemnie uczy Lilit rozpoznawać litery - pokazuje dziewczynie wrota wolności. „Z ciebie prawdziwy czarnuch. Coś ci powiem, a ty posłuchaj uważnie. (…) Coś ci jeszcze powiem o czytaniu. Widzisz to? Za każdym razem jak to otwierasz, jesteś wolna”3

Czarne kobiety zbierają się nocą, bo tylko wtedy świat jest czarny, taki jak one. Tylko wówczas mogą poczuć się odrobinę wolne. Nocne kobiety zbierają się, by czynić swoje uroki. A także, po to, by „czynić” sprawiedliwość… „Wszystkie negry chodzą wkoło. Zakonotujcie to sobie, a resztę dopowiedzcie sami. (…) Biały śpi z jednym okiem otwartym, ale czarny to spać w ogóle nie może”…

Gorąco polecam. To proza gęsta. Mroczna. Porażająca. Wspaniała.

1. Księga nocnych kobiet, Marlon James, Wydawnictwo Literackie 2017, str. 467
3. Księga nocnych kobiet, str. 70


Za książkę dziękuję:







20 komentarzy:

  1. Oj, oj, widzę, że lektura bardzo, bardzo wartościowa. Czytałem kilka książek traktujących o relacjach na linii biali-czarni, ale byli to czarnoskórzy pisarze amerykańscy (James Baldwin, Richard Wright oraz Ralph Ellison). Ciekawym uzupełnieniem byłoby z pewnością poznanie autora z Jamajki, gdzie problem niewolnictwa także występował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do szeregu pisarzy, który wymieniasz dorzuciłabym pisarkę, która z kolei mi się skojarzyła. Toni Morrison z jej "Umiłowaną". Przekonałeś się do Flanagana, więc wiesz, co miałam na myśli pisząc o "sumieniu". To, co rozróżnia obydwu pisarzy (oprócz tego, że ich książki dotyczą innych krańców świata) to język. Obaj mają warsztat. Flanagan pisze w najlepszym klasycznym stylu. Marlon James pisze w stylu jedynym w swoim rodzaju. Nowatorskim, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kontakt z jego książką powoduje refleksję: o, czegoś takiego jeszcze w literaturze nie było... Polecam i pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ha, z biblioteki niedawno wypożyczyłem "Miłość" pióra Toni Morrison, więc faktycznie, do kompletu brakuje mi tylko Marlona Jamesa :)

      Usuń
  2. Koniecznie muszę to przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wizyta na Twoim blogu zwykle kończy się dodaniem nowego tytułu do przyszłej listy czytelniczej. Najbardziej intryguje mnie kwestia oryginalnego ukazania relacji między plantatorem a niewolnikiem. Rozumiem, że narrator jest w tym przypadku bezstronny, a więc bardziej wnikliwy tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nieco inaczej: oryginalny jest język i styl; relacja między plantatorem a niewolnikiem jest odarta z mitów, obraz jest z pewnością inny, niż znamy z filmów i książek. Nikt bowiem nie jest jednoznacznie dobry ani zły. Innymi słowy - nikt nie jest do końca czarny albo biały (mam na myśli charakter). Co do koloru skóry - sprawy też są skomplikowane. A narrator? Nie pisnę na jego temat ani słówka. Ta sprawa wiąże się z przyjemnością odkrywania lektury... Książka przyniosła mi wiele emocji (rozmaitych), więc jeśli tego szukasz - polecam!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. To będzie dobrze zainwestowany czas. Zatem życzę satysfakcjonującej lektury!

      Usuń
  5. Widzę, że muszę przeczytać tę książkę - zarówno dla tematu, który jest niezwykle ważny i o którym trzeba dużo mówić, jak i dla przesłania oraz walorów językowych, które są dla mnie bardzo istotne. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję! Pozdrawiam wzajemnie:)

      Usuń
  7. Nie mam wątpliwości, że warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja muszę sięgnąć po "Krótką historię...":)

      Usuń
  8. Jak zwykle świetna i dogłębna opinia.
    Może uda mi się książkę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Literackie to jednak ma nosa do dobrych tytułów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Powieść napisana slangiem? Masz moją uwagę ;). To bardzo odważne zagranie, bo autor musiał liczyć się z tym, że nie zostanie zrozumiany - choćby w pewnych kwestiach. Ciekawa jestem, jak to wyszło.
    Mam na półce "Krótką historię..." ale jeszcze się z nią nie zmierzyłam. No cóż, może warto to spotkanie przyspieszyć ;).

    OdpowiedzUsuń