poniedziałek, 30 października 2017

Sekrety służb specjalnych - "Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm". Przeysław Gasztold - recenzja książki



Autor: Przmysław Gasztold
Wydawca: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data premiery: 28.04.2017
Liczba stron: 424

Terroryzm nie jest problemem wyłącznie współczesnym. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku Europę Zachodnią również paraliżowała fala terroru. Władze komunistyczne fakt ten chętnie wykorzystywały propagandowo, by przekonywać swych obywateli, że przemoc rodzi się z kapitalistycznej niesprawiedliwości, a żelazna kurtyna jest gwarancją bezpieczeństwa. PRL oficjalnie zawsze potępiała akty terroru. Książka Przemysława Gasztolda, historyka, badacza archiwów IPN, udowadnia jednak, że ten wizerunek był mitem. Powołując się na liczne dokumenty, autor odsłania sensacyjną i zdecydowanie mało chlubną kartę współczesnej historii, dowodząc, że peerelowskie służby wojskowe dozbrajały dyktatorów i zamachowców, a nasz kraj był azylem, w którym terroryści mogli liczyć na opiekę i ochronę.
Jak do tego doszło? Sprawa związana jest z sytuacją gospodarczą i polityczną Polski po II wojnie światowej. Odrodzenie gospodarki oparto na rozbudowie przemysłu ciężkiego, spore nakłady przeznaczono na wojsko i sektor zbrojeniowy. Nasze towary na światowych rynkach nie były konkurencyjne. Z jednym wyjątkiem: polska broń, w porównaniu z zachodnią, była tańsza, prosta w obsłudze i łatwo dostępna. Służby wojskowe nawiązały relacje z rozmaitymi organizacjami, także radykalnymi, i już wkrótce PRL stała się jednym z najważniejszych (chociaż nielegalnych) eksporterów, a rodzima broń nieodłącznym elementem wszystkich niemal światowych konfliktów.



Gasztold dotarł do dokumentów, które nie pozostawiają wątpliwości co do stron zamieszanych w proceder handlu bronią. Naświetla rolę Centralnego Zarządu Inżynierii przy Ministerstwie Handlu Zagranicznego (CENZIN), przez lata będącego przykrywką nielegalnej działalności służb wywiadowczych i wojskowych. Ujawnia kanały zbytu polskiego uzbrojenia i przygląda się kontrahentom. Abu Nidal i Monzer al-Kassar to kluczowe postacie z galerii niebezpiecznych terrorystów, których czytelnik ma okazję poznać. Abu Nidal, równie fanatyczny jak Osama bin Laden, był odpowiedzialny za zamachy w 20 państwach i śmierć tysięcy osób. Monzer al-Kassar (książę Marbeli) to jeden z najbardziej wpływowych na świecie handlarzy bronią i narkotykami, sponsor organizacji terrorystycznych. Autor rekonstruuje ich biografie, analizuje cele i wprowadza w tajniki najbardziej spektakularnych zamachów. Część poświęcona Abu Nidalowi pozwala przyjrzeć się skomplikowanym stosunkom polsko-pakistańskim, a także dowodzi, że peerelowskie służby zawierały z radykalnymi organizacjami kontrakty, które w zamian za cenne informacje gwarantowały terrorystom i ich ludziom ochronę, opiekę medyczną, szkolenia wojskowe, a nawet… stypendia naukowe. Część dotycząca al-Kassara naświetla dwuznaczny udział polskiej strony w nikaraguańskiej wojnie domowej (1979) i zdradza, dlaczego CIA zainteresowana była zakupem komunistycznej broni. Poznajemy kulisy afery Iran-Contras, która w swoim czasie ujawniła szemrane interesy rządu amerykańskiego, ale też nadwyrężyła wizerunek PRL.
Niewątpliwie jest to rodzaj rozliczenia współczesnej historii naszego kraju. Książka kieruje uwagę na procesy, które zaszły w dobie przemian ustrojowych i uświadamia, że pewne wątki wymagają rozrachunku; przy czym dociekanie, dlaczego winni dotąd nie ponieśli odpowiedzialności, wykracza już poza jej tematykę. Autor doskonale rozumie, że machinacje służb PRL-u nie były niczym wyjątkowym w bloku państw komunistycznych, a proceder odbywał się przy milczącej akceptacji Związku Radzieckiego, któremu odpowiadały działania prowadzące do destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony obserwujemy przecież także zakulisowe działania rządu Stanów Zjednoczonych. W najszerszym kontekście książka obnaża obłudę światowej polityki. Zmusza do zrewidowania oceny zimnej wojny, nie pozwala jej już postrzegać wyłącznie w kategoriach ideologicznego starcia dwóch supermocarstw.



Recenzja opublikowana w: FA 9/2017




środa, 11 października 2017

MOŻE ŚWIAT NIE JEST TAK BARDZO SERIO… – „Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską. Jaka piękna iluzja” – [recenzja premierowa]


Autor: Mgdalena Tulli, Justyna Dąbrowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 11 października 2017
ISBN: 9788324038282
Liczba stron: 264

Justyna Dąbrowska – to psychoterapeutka i dziennikarka, założycielka miesięcznika Dziecko, autorka książek z dziedziny psychologii i autorka wywiadów (w roku 2012 otrzymała nagrodę im. Barbary Łopieńskiej za najlepszy wywiad prasowy i zdążyła zasłynąć z doboru swoich rozmówców – zwykle zagląda w świat osobistości wybitnych i barwnych, a przede wszystkim: życiowo doświadczonych). Jej rozmowy zaowocowały wydaniem książek: Spojrzenie wstecz. Rozmowy – (Wydawnictwo Czarne, 2012) i Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami (Wydawnictwo Agora, 2016). 11 października 2017 – to data premiery jej najnowszej książki. Ponownie zostajemy zaproszeni do rozmowy z Mistrzem. Tym razem gościem Justyny Dąbrowskiej jest jedna z najwybitniejszych współczesnych polskich pisarek, laureatka m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich, Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima, wielokrotna finalistka Nagrody Nike - Magdalena Tulli.
Kto zna wcześniejsze wywiady (publikowane na łamach prasy i w wymienionych książkach) może być pewien, że pytania będą dotyczyć fundamentalnych spraw – ważnych dla interlokutora, a jednocześnie istotnych dla czytelników i dla każdego z nas. Justyna Dąbrowska kieruje rozmową nie tylko intuicyjnie, ale także w taki sposób, że cała uwaga skierowana jest na jej gościa, pod tym względem nic się nie zmieniło. Innowacją jest to, że wywiad jest dłuższy i wypełniła odrębną publikację, poprzednie książki były zbiorami kilku wywiadów. Nie wiem czy dzisiejsza rozmowa ma dać początek nowej serii, ale z pewnością nie powstała (jak poprzednie) „ku pokrzepieniu”, bardziej „ku przestrodze”. Jaka piękna iluzja jest zamkniętą całością. Książka jest starannie przemyślana, uporządkowana, podzielona na części. Justyna Dąbrowska swoje pytania poprzedza trafnie dobranymi cytatami z książek Magdaleny Tulli, które stanowią drogowskazy i wyznaczają myśl przewodnią poszczególnych rozdziałów. Nie pierwszy raz książkę Dąbrowskiej wzbogacają fotografie Mikołaja Grynberga.
Mówiąc o starannym przygotowaniu wywiadu – bynajmniej na mam na myśli wyłącznie strony technicznej; równie przemyślane jest przesłanie, którego sens dociera po przeczytaniu całości. Niezależnie bowiem od tego, czy poruszane są tematy najbardziej osobiste, czy ogólnospołeczne – najważniejszy komunikat jest ten sam: najtrudniejszym, najbardziej bolesnym (wymagającym pokory i absolutnej szczerości wobec siebie), ale też najbardziej nieodzownym elementem w procesie uzdrawiania międzyludzkich relacji – jest etap przebaczania.



Rozmowa zaczyna się od tematu, który zapewne w największym stopniu zaprząta każdego czytelnika „Włoskich szpilek” i „Szumu” - od dzieciństwa pisarki, relacji z rodzicami i kontaktów z jej własnymi dziećmi. Pierwsza część – to nie tylko opowieść, to piękny manifest dotyczący macierzyństwa. Kolejne rozdziały oprowadzają czytelnika po innych, ale równie intymnych sferach życia pisarki. Dowiemy się jaką rolę spełniła muzyka i lektura, a także wykształcenie (które nie otwarło drzwi do kariery, ale dało narzędzia do „przepracowania” problemów). Poznamy jej ulubione książki - kamienie milowe, a przy okazji przekonamy się jakże odświeżające jest jej spojrzenie na klasykę. Ta część pozwala zrozumieć ile wysiłku wymaga proces stawania na nogi i odnajdywania się w społeczeństwie.
Satysfakcję powinni odczuć wielbiciele talentu pisarki, ponieważ Magdalena Tulli zdradza okoliczności powstawania swoich książek, a raczej przedstawia bagaż doświadczeń, z którego wyrosły. Mówi o swojej drodze do pisarstwa i o samym procesie pisania, które – jak twierdzi - nie spełnia roli terapeutycznej, ale daje poczucie sensu. Mówi o jasnych i ciemnych stronach swojej kariery literackiej, więc również wspomina o kłopotach interpretacyjnych, z którymi spotkały się jej pierwsze utwory (wszystkie zostały zauważone, zakwalifikowane do finału Nagrody Nike, a jednocześnie recenzentom nie do końca udało się rozszyfrować jej intencji). Tematyka jej książek w końcu sprawia, że zmienia się charakter rozmowy, znacznie rozszerza się jej spektrum – w jednej chwili przebywamy w kameralnym świecie autorki, a w następnej – przechodzimy pomostem nad wezbraną rzeką pełną kipiących i huczących (grożących rozlaniem) problemów i dochodzimy do diagnozy europejskiego społeczeństwa.


Autorka potrafi się zdobyć na sardoniczny uśmiech, ale jej wywiad nie ma służyć kolejnym podziałom, raczej ma przypomnieć czytelnikowi jak ważna jest empatia. Tulli pisała już w Skazie o braku zaufania i niechęci do obcych przybyszów. Książka sprzed jedenastu lat nabrała aktualności z chwilą pojawienia się problemu uchodźców ze Wschodu. Rozmowa o nich jest jedną z okazji, w których pojawia się słowo-klucz: iluzja. Pisarka uświadamia jak kruchy jest nasz spokój i wolność, którą się cieszymy. Każe się też zastanowić nad sytuacją, w której sami musielibyśmy się ratować w podobny sposób: opuścić domy, wsiąść do łodzi i pontonów, udać się w nieznane… Czy istnieje jednak brzeg, który by się dzisiaj wydawał bezpieczny?
A najważniejsza przestroga? Pisarka w nieco dosadny, ale obrazowy sposób zwraca uwagę na niepokojącą powtarzalność historii. Świat od wieków wciąż kręci się wokół tych samych problemów, ludzie zachowują się w przewidywalny sposób… Magdalena Tulli przekonuje, że powinniśmy zacząć korzystać z wiedzy zawartej w książkach. Gdyby z uwagą wgłębić się i ponownie odczytać tekst Czarodziejskiej góry Thomasa Manna – okazałoby się, że współczesne europejskie społeczeństwo (a można spojrzeć jeszcze bardziej globalnie) może się w tej książce przejrzeć jak w lustrze. A jeżeli nic się nie zmieni i nadal będziemy nakręcać sprężynę nienawiści - możemy być pewni, że jest w niej zapisana również nasza przyszłość… Trzeba przyznać pisarce, że jest niezwykle konsekwentna. Od samego początku, od swojej pierwszej książki mówi o rozszerzającym się chaosie... Czy trzeba dobitniej tłumaczyć tytuł?




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


Również dzisiaj ma swoją przemierę nowa edycja Włoskich szpilek, finalistki Nike 2012.



poniedziałek, 9 października 2017

"Ministerstwo niezrównanego szczęścia" - premiera już dzisiaj!




Premiera 9 października!

[opis wydawcy]

Ministerstwo niezrównanego szczęścia zabiera nas w wieloletnią podróż po indyjskim subkontynencie, ale przede wszystkim wnika głęboko w życie wyśmienicie odmalowanych postaci, z których każda szuka bezpiecznego miejsca, sensu, miłości.

Ta niezwykła, pięknie opowiedziana książka, głęboko ludzka i ogromnie czuła, na każdej stronie demonstruje, jak cudownym darem narratorskim obdarzona jest Arundhati Roy.

Na cmentarzu pod murami Starego Delhi na wytartym perski dywan przesiaduje Andźum. Na betonowym chodniku  znienacka, tuż po północy, pojawia się malutkie dziecko. W zaśnieżonej dolinie zrozpaczony ojciec pisze do swej pięcioletniej córki list, w którym opowiada, kto zjawił się na jej pogrzebie. W mieszkaniu na drugim piętrze samotna kobieta, odpalając papierosa od papierosa, czyta swoje dawne notatki. W Zajeździe Jannat dwoje ludzi, którzy znali się przez całe życie, śpi tak mocno się obejmując, jakby dopiero się spotkali.

Narracja toczy się szeptem i krzykiem, z radosnymi łzami, ale i gorzkim śmiechem. Bohaterowie Ministerstwa niezrównanego szczęścia, i bliscy i dalecy, zostali złamani przez świat, w którym żyjemy, ale zlepieni no nowo przez miłość. Dlatego też nigdy się nie poddadzą.