środa, 15 listopada 2017

Kraj, w którym milkną ptaki. Co się wydarzyło na Placu Niebiańskiego Spokoju – „Nie mówcie, że nie mamy niczego”, Magdaleine Thien [recenzja]



„Piękno zostawia odcisk na umyśle. W całej historie wiele było chwil, których nigdy nie uda się odzyskać, ale my wiemy, że one istniały”1



Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 584
ISBN: 978-83-08-06424-5


Madeleine Thien to kanadyjska pisarka o chińsko-malezyjskim pochodzeniu, autorka czterech powieści i zbioru opowiadań, które zostały przełożone na dwadzieścia pięć języków i doczekały się wielu prestiżowych nagród. Nie mówcie, że nie mamy niczego, która znalazła się w ścisłym finale Nagrody Bookera 2016 -  to powieść napisana z rozmachem,  ukazująca losy trzech pokoleń na tle ostatnich kilkudziesięciu lat historii Chin, odważnie i jawnie mówiąca o tragicznych konsekwencjach polityki Mao Zedonga, przede wszystkim o masowych czystkach wśród inteligencji i pogrążeniu kraju w chaosie w czasie wdrażania Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej z 1966 roku.

Jedną z głównych bohaterek, z perspektywy której oglądamy historię (i jednym z narratorów książki) - jest Marie (Li-ling) urodzona w Kanadzie, która będzie musiała udać się w daleką podróż w czasie i przestrzeni, ale również przejść ewolucję mentalną,  żeby zrozumieć motywy, które popchnęły jej ojca do samobójczej śmierci, a także, żeby pojąć reakcję pogrążonej w żałobie matki, która obsesyjnie śledzi telewizyjne wiadomości relacjonujące demonstracje chińskich studentów zakończone masakrą na placu Tiananmen w dalekim Pekinie.

Marie urodziła się w Kanadzie i chociaż jest córką emigrantów - niewiele wie o kraju swojego pochodzenia. Jej światem jest Vancouver; Chiny kojarzą się jej wyłącznie z lekcjami kaligrafii i pozostałaby w swojej błogiej nieświadomości, gdyby tragiczna przeszłość tego kraju nie wdarła się w jej życie w dramatycznych okolicznościach. Z chwilą samobójstwa ojca kończy się jej szczęśliwe dzieciństwo. Ojciec nie pozostawił żadnego listu z wyjaśnieniem swojej decyzji; niczego nie tłumaczą jego prywatne zapiski i dokumenty, odpowiedzi nie przynosi również notatnik z odręcznie przepisanym fragmentem tajemniczej Księgi rejestrów. Przeszłość ojca odgrodzona jest szczelnie zamkniętymi drzwiami, klucz do nich przywiezie dopiero Ai-ming, młodziutka emigrantka (córka również nieżyjącego bliskiego przyjaciela ojca Marie), która uciekła z kraju po wydarzeniach na placu Tiananmen.  Ai-ming zamieszka na pewien czas z Marie i jej matką. Między dziewczętami nawiązuje się niemal siostrzana relacja, kiedy więc po kilku latach studentka zniknie z jej życia - Marie będzie gotowa ruszyć nie tylko jej śladem, ale również tropem przeszłości swego ojca, jego bliskich i kilku pokoleń zaprzyjaźnionych rodzin, a także szlakiem milionów młodych ludzi  (najpierw hunwejbinów przysięgających wierność Przewodniczącemu Mao, a kilka dekad później  – zdeterminowanych studentów żądających reform politycznych), gromadzących się na placu Tiananmen.



Opowieść, którą poznajemy jest skomplikowana, spleciona z wielu wątków i nie zawsze toczy się linearnie, w najszerszym planie cała historia jednak zatacza koło. Zajścia na placu Tiananmen stanowią motyw otwierający i dopełniający opowieść; to oś książki, a zarazem główny cel pisarki, która chce uzmysłowić czytelnikowi jakim symbolem jest to miejsce i wytłumaczyć całą złożoność wydarzeń, których było świadkiem.

Podążając za Marie poznajemy historię przyjaźni i skomplikowanych relacji trojga wybitnych muzyków, którzy w roku 1966 (w momencie ogłoszenia rewolucji kulturalnej) związani byli z Szanghajskim Konserwatorium Muzycznym. Wróbel był kompozytorem, nauczycielem akademickim, a zarazem przyjacielem i mentorem pianisty i młodziutkiej skrzypaczki. Wróbel, Kai i Zhuli - to kluczowi bohaterowie, ustalenie ich losów pomaga Marie rozwiązać rodzinne zagadki, a czytelnikowi uzmysławia rozmiar dramatu chińskiego społeczeństwa. Każdy z tej trójki symbolizuje ponadto jeden z typów postawy, jaką przyjęli obywatele w odpowiedzi na szykany. Każdy z nich postąpił inaczej: mógł się podporządkować, wycofać lub jednoznacznie zademonstrować swoją niezgodę. Każda postawa pociągnęła lawinę konsekwencji, które podzieliły i rozdzieliły przyjaciół. Autorka nikogo nie ocenia i nie potępia. Odkrywa jedynie motywy, które kierowały całą trójką i uzmysławia tragiczną stronę każdej z tych postaw. Uświadamia, że którąkolwiek drogą człowiek podążył – w rezultacie i tak płacił najwyższą cenę.

Książka jest przygnębiająca, ale jej mrok rozpraszają subtelnie wprowadzone elementy humoru, a także stale obecne wątki literackie i muzyczne. Powieść przepojona jest muzyką i nawiązaniami do rozmaitych dzieł. Ważną rolę pełni również Księga rejestrów – książka (a raczej fragmenty) nieznanego autora, która krąży w różnych odpisach i wariantach nie tylko wśród zaprzyjaźnionych rodzin, ale w końcu po całym udręczonym kraju. Księga rejestrów jest wielopłaszczyznową alegorią. Książka jest niebezpieczna, bo zawiera narrację niezgodną z oficjalną wersją Partii. Symbolizuje wolność, twórczość literacką, a nawet sam akt tworzenia dzieła sztuki. Jest przekazywana z rąk do rąk, służy bohaterom do komunikowania się, kodowania wiadomości, ale także do upamiętniania nazwisk ofiar, które przez władze zostały skazane na zapomnienie. Każdy może dopisać dowolny fragment i każdy może w tej księdze zobaczyć okruch własnego losu. W czasach, gdy tak łatwo niszczone jest wielowiekowe dziedzictwo, gdy Partia z taką nonszalancją unicestwia miliony ludzi i wymazuje całe rozdziały historii - Księga rejestrów dla zniewolonych i pozbawionych wszystkiego ludzi staje się  formą oporu, skarbem i rodzajem dowodu istnienia, bo przecież jest symboliczną opowieścią o przetrwaniu.



Mniej więcej podobną rolę pełni szczególny utwór muzyczny – Sonata na fortepian i skrzypce  skomponowana przez jednego z głównych bohaterów. Tak jak Księga rejestrów - również jest utworem alegorycznym. Skrzypce symbolizują Zhuli, a fortepian Kaia. Kompozycja Wróbla jest dziełem sztuki, które powstało w niezwykle trudnych warunkach (muzyk nawet nie miał dostępu do instrumentów, utwór powstał wyłącznie w jego głowie). Jest dowodem na potęgę ludzkiego umysłu, którego nigdy do końca nie można złamać, symbolem misji artysty tworzącego w warunkach terroru, ale dla Wróbla przede wszystkim stanowił hołd dla przyjaźni, próbę odzyskania utraconych chwil i świadectwo istnienia ludzi, po których mógłby nie pozostać żaden inny ślad. A dla jeszcze innego bohatera – ten utwór jest rozgrzeszeniem…

Madeleine Thien wplotła w swoją opowieść wiele gier słownych, rozważań dotyczących natury dźwięku, roli słowa, refleksji na temat istotności zapisywania i utrwalania myśli ludzkiej. Człowiek, który czuje powołanie - musi tworzyć, a w jego twórczości kryją się prawdy o nim samym, o ludziach, których kocha i o czasach, w których żyje. W czasach największego zniewolenia – prawdziwy artysta znajdzie odpowiednie kody i sposoby, żeby dać świadectwo prawdzie. Mniej więcej z takich właśnie pobudek powstała książka Nie mówcie, że nie mamy niczego. Ma uświadomić nie tylko jak ważna jest szczerość w procesie tworzenia, ale także w historycznej narracji. Zdaniem pisarki - przeszłość Chin nie została jeszcze należycie oceniona. Jej książka stanowi ważny głos w tym rozliczeniu, jest protestem przeciwko wybielaniu historii. Mao Zedong doprowadził do śmierci 70 mln osób i był jednym z najbardziej krwawych dyktatorów XX wieku, ale dziś nie wspomina się źle jego nieudanych eksperymentów gospodarczych i kulturalnych. Nawet kilkanaście lat po jego śmierci, nadal dochodziło do bezwzględnego łamania praw człowieka (przykładem jest masakra na placu Tiananmen). Władze Partii nigdy nie ustosunkowały się jednak do tych wydarzeń, dotąd nie ujawniono nawet liczby ofiar. Skutki polityki Mao Zedonga i  demonstracje, które trwały kilka tygodni w 1989 roku (i ich krwawe zakończenie) - do dziś w Chińskiej Republice Ludowej stanowią temat tabu.


Polecam. Tłumacz, jak zwykle jest niezawodny, chociaż nie miał łatwego zadania, a treść książki jest oszałamiająca.


1. Nie mówcie, że nie mamy niczego, Madeleine Thien, Wydawnictwo Literackie 2017, str. 557



 Za książkę dziękuję Wydawnictwu:


9 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, a muszę przyznać, że ciekawie się zapowiada. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio jestem w czytelniczym ciągu, który sprowadza się do tego, że czytam tylko książki napisane przez kobiety. Pod tym względem "Nie mówcie, że nie mamy niczego" (chociaż "Kraj, w którym milkną ptaki" brzmi równie poetycko i spokojnie mogłoby być tytułem) idealnie wkomponowuje się w mój trend. Tym bardziej, że literacko w Chinach gościłem już kilkakrotnie i to w różnych okresach, ale wciąż czuję, że powinienem przeczytać znacznie, znacznie więcej sinologicznych pozycji, by choć w niewielkim stopniu zrozumieć Państwo Środka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że złapałam się ostatnio również na takim "ciągu"? To mnie bardzo cieszy, bo w zamierzchłej przeszłości myślałam, że pisać dobre książki potrafią tylko mężczyźni. Ale już dawno, ku swojej wielkiej radości, zrewidowałam ten pogląd. Uwierzyłam w równouprawnienie na tym polu;) A ostatnio nie tylko sporo mocnych książek pisanych przez kobiety mi się przytrafiło - ale też sporo mocnych kobiecych portretów. Wracając do książki Madeleine Thien - to zdecydowanie jedna z "tych" mocnych pozycji. Jej tytuł (bardzo Ci dziękuję) - ten oryginalny - jest szalenie ważny, a zrobi wrażenie szczególnie po poznaniu treści. To fragment Międzynarodówki. Czasy się zmieniają, diametralnie zmieniają się okoliczności, więc ten sam hymn śpiewany przez młodzież, która walczy o zupełnie coś przeciwnego - robi niesamowite wrażenie. To nie jest zabieg literacki, tylko historyczna prawda.

      Usuń
  3. kusi mnie zakup jest w koszyczku i tylko ręka mi drży :P

    OdpowiedzUsuń
  4. brzmi naprawdę kusząco. Rozpoczynam polowanie na nią.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę niezwykłej podróży...:)

      Usuń
  6. Wydaje się ciekawa. Jeszcze się zastanowię, ale całkiem możliwe, że sięgnę. ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś w tv obejrzałam film o Mao i rewolucji kulturalnej ....film był porażający. I pomyśleć, że to wszystko rozpoczęło się w 1917 roku w Rosji...pochód nieludzkiej idei na cały świat.
    Na książkę już zwróciłam uwagę i będę ją koniecznie chciała przeczytać.

    OdpowiedzUsuń