sobota, 14 kwietnia 2018

#64 sZAFa w sieci


Foto: Małgorzata Południak [źródło]



Poezja

Ewa FrączekJakub SajkowskiA.J. KaufmannMagda GałkowskaTetyana VinnikAndrzej Walter, Alx z PoewikiBożena BardaKamila Gołębiowska, Bartosz SuwińskiTomasz Pietrzak, 

Proza

Marcin ZegadłoWioletta Leśków-CyrulikMagda HarmonIwona SzybowskaKarolina Kapusta

Dramat

Katarzyna Kuroczka

ART


Katerina DramitinouLisa CurtinoGabriella FeketeRobert KuklaMałgorzata Kosiec

O sztuce - Mirek Antoniewicz

Rozmowa z mistrzami - Centrum świata. Rzym. Plac Hiszpański 31

Wyimki z wernisaży

Baśka Trzybulska - Nigdzie się nie wybieram, Wypalone w temperaturze 1230 C
Dalila i Veronika czyli duet w Basenie Miejskim
René Pascal - Album Rodzinny

Felietony

Ewa Frączek - Znowu ta wojna?
Paweł Dąbrowski - Lód, wieże, pasja twórcza

Recenzje

Magda Gałkowska - za siebie milczę. Piotr Mosoń hejtsbuk
Aleksandra Urbańczyk - Może świat nie jest tak bardzo serio... Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską. Jaka piękna iluzja
* Kraj, w którym milkną ptakiMadeleine Thien, Nie mówcie, że nie mamy niczego
Leszek Jodliński - Śląsk źle zaplanowany (przez literatów), Katarzyna Kuroczka Literatura światów planowanych. O prozie socrealistycznej na Górnym Śląsku
Alicja Łukasik - Samantha Kitsch Konfiskata konfetti Ewa Chruściel Tobołek Paulina Korzeniowska Pogodna biel dobrego samopoczucia
Małgorzata Południak - Krzysztof Mich Idąc
Jakub Sajkowski - Trochę wolniej, trochę wolniej. Aleksandra Zbierska Biegnij
Paweł Dąbrowski - Sen, gen i pokarm. Kacper Bartczak Pokarm suweren * Surfowanie w konkrecie i abstrakcji. Paweł Tański Glinna * Programowanie wizji. Martyna Buliżańska Wizyjna * Pamięć i tęsknota, Maria Bigoszewska Wołam cię po imieniu 


Całość opublikowano na stronie:


***
***
***


Publikuję z poślizgiem (z powodów zdrowotnych). Zdecydowałam się to zrobić, żeby podziękować. Udział w tym projekcie był dla mnie zaszczytem,  a sZAFa jest dla mnie ważnym miejscem. Małgosiu, Wiolu - bardzo Wam dziękuję. To był dobry czas. Margarithes, jesteś niesamowita.

Tym wpisem postanowiłam na jakiś czas (zapewne dłuższy) zawiesić działalność na blogu.
Dziękuję wszystkim, którzy przez cały czas wpadali, by zostawić parę słów. Dziękuję również wszystkim, którzy zaglądali, chociaż nie znaleźli nic godnego skomentowania. Tych wszystkich, którzy obdarzyli mój mały kącik sympatią, a których zawiodłam - przepraszam.
Dziękuję i pozdrawiam:)

wtorek, 10 kwietnia 2018

TOBIASZ I JEGO RODZINKA. PEREŁKA ESTOŃSKIEJ LITERATURY DZIECIĘCEJ



Autor: Anti Saar
Ilustracje: Alvar Jaakson
Tłumaczenie: Anna Michalczuk
Wydawnictwo: Widnokrąk
Seria: Bliskie dalekie sąsiedztwo
Kategoria: dzieci +5
Ilość stron: 152



Tobiasz to przedszkolak, który wraz z rodziną (mamą, tatą i dwuipółletnim bratem) mieszka w estońskim mieście Tartu. Tobiasz jest bohaterem książki  Ja, Jonasz i cała reszta Antiego Saara, która została nagrodzona tytułem Rodzynek Roku Estońskiego Centrum Literatury Dziecięcej. Publikacja ukazała się w Polsce 15 marca i jest pozycją, która otwiera cykl nagrodzonych zagranicznych tytułów, które stopniowo będą się ukazywać w ramach projektu Bliskie dalekie sąsiedztwo (mającego przybliżyć polskim dzieciom literaturę i kulturę fińskich i estońskich sąsiadów).

Tobiasz ma sześć lat i jest narratorem książki. Młodsi czytelnicy podczas lektury szybko przekonają się, że chłopiec jest nie tylko znakomitym przewodnikiem, ale również zabawnym i mega fajnym rówieśnikiem. Dorośli - dzięki jego urokowi spróbują z pewnością na moment porzucić swoją dorosłą perspektywę i spojrzą na świat oczami dziecka. Tobiasz może się wydawać mały, ale szybko wyprowadzi nas z błędu; dla swojego braciszka jest przecież Doświadczonym Starszym Bratem i niezwykle inteligentnie przygląda się światu. Chłopiec jest też wyśmienitym obserwatorem swojej rodziny; dostrzega jej zalety i wady… Można powiedzieć, że jest w pewnym sensie kronikarzem rodzinnym. Książka nie jest jednak kroniką. Jest na poły dzienniczkiem, na poły zaś listem otwartym do dzieci z całego świata…


Ilustracje i fragment książki [źródło]


Chłopiec opowiada o swoich rodzinnych sprawach. Opisuje przedmioty z otoczenia, przedstawia członków rodziny wtrącając anegdoty i odnosząc się do przeróżnych perypetii i zdarzeń. Jego wspomnienia są urocze i pełne wdzięku (przeważnie są również przezabawne, chociaż udało się wśród nich zgrabnie przemycić kilka przestróg). Jego familia wcale nie jest idealna, ale za to pełna ciepła, miłości, empatii i szacunku dla drugiego człowieka (nawet jeśli ten człowiek ma sześć, albo dwa i pół roku). Tobiasz opisuje najzwyczajniejsze domowe zajęcia: wspólne posiłki, zabawy, spacery i wyprawy. Wspomina sprawy miłe, ale przecież każdy wie, że w rodzinie nie zawsze jest sielankowo – okazuje się, że najciekawsze i najzabawniejsze są fragmenty przedstawiające mniejsze i większe domowe katastrofy, gafy i wpadki. Przekonamy się jednak, że z tych wszystkich podbramkowych sytuacji rodzina Tobiasza (dzięki wyrozumiałości i miłości) wychodzi zawsze nie tylko obronną ręką, ale również bogatsza w doświadczenia…

Książka ma wiele atutów. Z pewnością czytelnikom przypadnie do gustu pełen wdzięku i uroku sposób narracji, ale również silne prorodzinne przesłanie. Chłopiec opowiadając o swoich zajęciach dość dokładnie charakteryzuje członków rodziny i mimochodem dowodzi, że można różnić pod wieloma względami  (wyglądem, płcią, wiekiem, charakterem, poczuciem humoru), można się z sobą nie zawsze zgadzać (czasem nawet kłócić), a mimo wszystko – tworzyć kochającą się wspólnotę. Tekstowi towarzyszą charakterystyczne rysunki, które nie tylko ilustrują myśli chłopca, ale często je również zabawnie puentują. Autorzy zastosowali również kilka innych sztuczek, by dzieci jeszcze bardziej zaprzyjaźnić z książką (m.in. pozostawili miejsce na obrazek i namawiają dziecko do inwencji twórczej). Ciekawym pomysłem jest również  rozmieszczenie w wielu miejscach kodów QR, dzięki którym mali czytelnicy (przy pomocy Internetu i dorosłego) mogą nieco lepiej poznać Estonię i miasto Tartu, zwłaszcza miejsca, które lubi odwiedzać Tobiasz.




Nasz narrator bawi się, dokazuje, chodzi do przedszkola, jeździ z rodzicami samochodem, czyta, rysuje, słucha strasznych opowieści, a przede wszystkim: ma bzika na punkcie gry w piłkę. Cały czas zaś pilnie obserwuje dorosłych i czasem przyłapuje ich na nielogicznym i niekonsekwentnym zachowaniu. Udowadnia, że niekiedy ich wymagania są naprawdę niełatwe do zrealizowania. Ale również rozumie drugą stronę – ze współczuciem przygląda się jak trudno rodzicom zachowywać się przez cały czas w ten sposób, by być autorytetem dla swoich dzieci!

Ja, Jonasz i cała reszta – to książka, która nie tylko przybliża zwyczaje estońskich sąsiadów, ale także sprawia dużo radości dzieciom i ich rodzicom (z pewnością niejednokrotnie odnajdziemy w niej sytuacje zapamiętane z własnych rodzinnych domów). Anti Saar należy ponadto do autorów obdarzonych wyjątkowym darem. On nie tylko świetnie zna dziecięcą psychikę, ale  również doskonale się w nią wciela. Podobnie, jak w przypadku lektury Dzieci z Bullerbyn Astrid Lingren – czytając przygody Tobiasza – ani przez chwilę nie wątpimy, że  narratorem jest mały chłopiec!

Wspaniała zabawa i przygoda. Przeurocza rodzinka. Dużo humoru. Szczerze polecam!

Za książkę dziękuje Wydawnictwu:



środa, 4 kwietnia 2018

Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy - książka z naklejkami dla dzieci


 Ilustracje: Justyna Styszyńska
Tekst: Michał Koziński
Wydawnictwo: Widnokrąg
Liczba stron: 44
Data premiery: 12.03.2018
Wiek: 4+


Dorosły, który czyta swoim pociechom wie, że dobór lektur do wieku dziecka jest sprawą ważną (w zasadzie kluczową), ale też sprawia wiele frajdy. Sytuacja się komplikuje, gdy mamy pociechy w różnym wieku i wybierając książkę przed snem - trzeba trafić nie tylko w różne gusta, ale i  w potrzeby... Tak właśnie jest u nas. Starszy Brat (lat siedem) lubi lektury z dynamiczną akcją, napisane z pazurem i z poczuciem humoru. Młodszy (trzy lata) preferuje kolorowe ilustracje, a jego opowieści powinny być znacznie bardziej sielskie... Trochę trwało zanim osiągnęli biegłość w trudnej sztuce kompromisu (pierwsza historyjka dla Młodszego Brata, druga dla Starszego). Dzisiaj stanowią już zgraną drużynę i mają coraz więcej wspólnych lektur. Ponieważ jednak wychowując dzieci nieustannie musimy być gotowi na zmiany – okazuje się, że właśnie wkraczamy w zupełnie nowy etap…




Starszy Brat nauczył się czytać, więc chłopcy czasem zamykają się w pokoju i sami zajmują się swoimi lekturami. To znaczy: Starszy Brat czyta, a Młodszy słucha z przejęciem. Piękny obrazek... Ale, żeby ta chwila trwała – trzeba zadbać o nowy rodzaj lektur. W naszym przypadku książka powinna posiadać interesujące ilustracje i stosunkowo krótki i nieskomplikowany tekst – i (oczywiście) mieć w sobie to „coś”, co przykuje uwagę chłopców na dłużej.





Strzałem w dziesiątkę okazała się książeczka zaprojektowana przez Justynę Styszyńską (nauczycielkę; absolwentkę wydziału grafiki na Europejskiej Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie). Naszym ostatnim nabytkiem była bajka o niedźwiedziej rodzinie z Tatrzańskiego Parku Narodowego, dlatego nie chcemy jeszcze zupełnie zmieniać tematyki i książka z naklejkami pt. „Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy” okazuje się idealna. Justyna Styszyńska jest pomysłodawcą (projektantką) publikacji oraz autorką ilustracji, a tekst został napisany przez Michała Kozińskiego. Książka składa się z kilku części. Jest opowieścią o górach i górskich zwierzętach.

Ilustracja książki [żródło]


Nietrudno się zorientować, że w tej publikacji najważniejszym elementem komunikacji (a zarazem jej największym atutem) – jest obraz. Obrazy, a w zasadzie barwne grafiki – tworzą opowieść samą w sobie – ukazują zwierzęta w ich naturalnym środowisku i w naturalnych sytuacjach. Zwięzłe opisy (żadnego przeładowania informacjami) – uzupełniają przekaz. Dzięki temu dziecko oswaja się z górskim krajobrazem, poznaje (oczywiście w pigułce) historię powstania i budowę gór, przygląda się ich najważniejszym mieszkańcom.



Autorzy książki nie poprzestali na barwnych grafikach i krótkich informacjach dotyczących poszczególnych zwierząt. Trzeba przyznać, że postarali się, by wciągnąć dziecko w zabawę i wyzwolić w nich kreatywność. Na kolejnych stronach zamieścili kilka pustych planszy, które dzieci mogą uzupełnić naklejkami według własnego uznania. Oprócz tego – przy opisie i ilustracjach poszczególnych zwierząt – znajdują się pewne ułatwienia – barwne plamy, które odpowiednio uzupełnione naklejkami przedstawiające oczy, uszy i nosy – pozwalają stworzyć samodzielnie własne portrety zwierząt. Wszystkie niezbędne elementy anatomii zwierząt oraz ich sylwetki znajdziemy w tyle książki. Niektóre elementy są dość małe i zmuszają dzieci do wysiłku i precyzji. Ważne jednak, że naklejki można używać wielokrotnie, co przedłuża zabawę, a nawet umożliwia eksperymentowanie. Dodać przy okazji należy, że autorzy sami nakłaniają do takich badań; zachęcają, by sprawdzić jak cudacznie wyglądałyby zwierzęta z zapożyczonymi elementami anatomicznymi, np. niedźwiedź z dziobem orła… Po takim doświadczeniu - dziecko będzie pewne, że Matka Natura zrobiła to najlepiej: dokładnie wiedziała jak przystosować zwierzęta do warunków, w których żyją...




Książeczka o mieszkańcach gór ukazała się stosunkowo niedawno, ale seria zaprojektowana przez Justynę Styszyńską jest już dobrze znana. Wcześniej ukazały się publikacje o zwykłych-niezwykłych mieszkańcach łąk, lasów i biegunów.













Za książkę dziękuję Wydawnictwu:




piątek, 23 marca 2018

BAJKA NON-FICTION, CZYLI OPOWIEŚCI O NIEDŹWIEDZIACH BEZ KITU



Literatura dziecięca jest tworzona przez osoby, które są dobrymi obserwatorami rzeczywistości i potrafią przetłumaczyć otaczający świat na język zrozumiały dla dziecka. W procesie tworzenia dużą rolę odgrywają dzieci. Inspirują dorosłych, a często mają jeszcze większy wpływ – dzieje się tak, gdy autor dostosowuje się do ich indywidualnych potrzeb i oczekiwań. Właśnie w taki sposób została powołana do życia znana bohaterka – Pippi Pończoszanka. Pewnego razu rezolutna dziewczynka wymyśliła tę postać i Astrid Lingren, jej mama (która jeszcze nie była pisarką, ale niezłą gawędziarką) musiała się nagłowić, by stworzyć adekwatne przygody pasujące do tak szalonego imienia. W podobny sposób - w odpowiedzi na wyraźnie zainteresowanie dzieci powstała książka, która całkiem niedawno miała swoją premierę…




Renata Kijowska (redaktorka TVN, laureatka Nagrody Dziennikarzy Małopolski) napisała książkę, która jest efektem jej pracy zawodowej i prywatnych zainteresowań, ale jest w równym stopniu także odpowiedzią na potrzeby jej synów - którzy w dzieciństwie chętnie słuchali przed snem opowieści o jej pracy i o gromadzeniu materiałów do reportaży, zwłaszcza, jeżeli dotyczyły świata przyrody. Jej chłopcy po prostu preferowali opowiadania non-fiction, były dla nich bardziej fascynujące niż tradycyjne bajki. Dziennikarka starannie zatem przygotowywała się do swoich wieczornych opowieści, a ponieważ jej maluchom najbardziej przypadły do gustu historie dotyczące niedźwiedziej rodziny – często powracano do tego tematu, a opowiadania  wydłużały się i nabierały wątków fabularnych. Aż w końcu Renata Kijowska postanowiła je spisać, uporządkować i nadać formę książki.

Ilustracja z książki

„Kuba Niedźwiedź. Historie z gawry” – tylko pozornie przypomina zwyczajną bajkę dla dzieci. W rzeczywistości jest na poły baśnią, na poły opowieścią non-fiction: historią rodziny niedźwiedzi (Kuby, Benka i niedźwiedzicy Maryny) inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami i losami już niemal legendarnych mieszkańców Tatrzańskiego Parku Narodowego. Łatwo się zresztą o tym przekonamy – książka składa się z właściwych rozdziałów i z krótkich komentarzy uzupełniających (wyróżnionych innym kolorem czcionki), w których autorka tłumaczy pewne zjawiska lub rozwiązania fabularne, przede wszystkim zaś – opisuje prawdziwe wydarzenia, na których wzorowała losy swoich bohaterów.




Przygody opisane są z perspektywy niedźwiadka, który hasa po lesie z bratem Benkiem, rudą Wiórą i liskiem Staszkiem. Kuba marzy o tym, by w przyszłości zostać „dzikim postrachem lasów”, na razie jednak musi wraz z bratem opanować arkana trudnej sztuki przeżycia. Przygody niedźwiadków są urocze, ale – powiedzmy sobie szczerze – nie zawsze sielskie i całkowicie bezpieczne. Nasi bohaterowie poznają przecież prawdziwe życie w lesie, zatem muszą zetknąć się również z różnymi zagrożeniami. Na swej drodze trafią na kłusowników, strażników Parku Narodowego, naukowców i turystów i nie każde spotkanie okaże się równie przyjazne czy bezpieczne. I chociaż niefrasobliwe niedźwiadki nie z każdej nauki potrafią w porę wyciągnąć słuszne wnioski – wyraźne przesłanie z pewnością trafi do dziecka, które słucha lektury. Mały czytelnik przekona się, że każdy czyn wywołuje daleko idące i często nieodwracalne skutki i konsekwencje. 


Autor: Renata Kijowska
Ilustracje: Anna Łozowska
Liczba stron: 160
Wydawnictwo: Znak emotikon
Premiera: 14 marca 2018


Kategoria wiekowa: dzieci 5+


 
Książka jest przepięknie wydana, tekst Renaty Kijowskiej doskonale dopełniają i wzbogacają godne uwagi ilustracje Anny Łozowskiej. Całość jest miła dla oka i atrakcyjna dla dziecka (dla dorosłego również). Przede wszystkim zaś – nie można nie docenić jej przesłania. Bajka bowiem w sposób niestereotypowy uczy szacunku dla zwierząt. Dziecko, które zaprzyjaźni się z Kubą i jego towarzyszami zapamięta, że prawdziwy niedźwiedź, którego można spotkać na górskiej ścieżce – nie jest przytulnym misiem, lecz stworzeniem, któremu należy okazać respekt. Nikt, kto pozna „Kubę Niedźwiedzia…” – podczas wędrówek nigdy nie oddali się od wyznaczonego szlaku i nie zostawi na nim śmieci. Ale przede wszystkim – każdy maluch zrozumie, że człowiek przez  brak empatii lub edukacji popełnia wiele błędów, za które zwierzęta płacą najwyższą cenę i że to właśnie my jesteśmy odpowiedzialni za utrzymanie kruchej równowagi w naturze…

Serdecznie polecam!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu:







poniedziałek, 5 marca 2018

Amerykański sen - prawda i mity. "Elegia dla bidoków", J.D. Vance /recenzja/




15 lutego br. w Polsce ukazała się książka, która w Ameryce przez wiele tygodni utrzymywała się na szczycie bestsellerów New York Timesa. Skąd ta popularność? Według opinii tego samego dziennika - Elegia dla bidoków trafnie portretuje amerykańską rzeczywistość. Właśnie dlatego publikacja powinna przypaść do gustu czytelnikom, których pociąga wszystko, co kojarzy się z szeroko pojętą amerykańską kulturą, ale również każdemu, kto uważnie przygląda się współczesnym problemom społecznym. Dylematy w niej poruszone co prawda dotyczą amerykańskiego społeczeństwa, ale to nie znaczy, że Ameryka pod tym względem stanowi wyjątek. Podobne bolączki występują (w mniejszym bądź większym stopniu) w innych państwach, również u nas. Ale – po kolei.




Elegia dla bidoków – to książka młodego amerykańskiego przedsiębiorcy i prawnika, która nie jest napisana (jak można by się spodziewać) ani prawniczym, ani naukowym językiem. To refleksje, które J. D. Vance oparł na swoich wspomnieniach i przeżyciach. Napisał książkę głęboko osobistą, a jednak dotyczącą dość powszechnego zjawiska. Pozornie – jest to kolejna pozycja o urzeczywistnieniu amerykańskiego snu, ponieważ bohaterem jest osoba, która wyrwała się z biedy i zaklętego kręgu bezradności i niemocy - człowiek, któremu się powiodło. Rzecz w tym, że sprawa (według autora) wcale nie jest oczywista. Wprost przeciwnie – autor przedstawia swoją karierę i sukces jako statystyczny wyjątek – odstępstwo, które niemal nie miało prawa się wydarzyć.  J.D. Vance bowiem twierdzi, że amerykański sen nie jest iluzją, ale może się spełnić wyłącznie w określonych warunkach i wyłącznie określonej (czytaj: elitarnej) grupie społecznej.

Książka Vance’a jest bardziej kroniką rodzinną niż analizą społeczną, brakuje w niej głębszych odniesień do badań i ankiet (w każdym razie brakuje przypisów i odwołań do źródeł),  ale i tak autorowi udało się całkiem nieźle (dość łopatologicznie, ale za to obrazowo) przedstawić omawiany problem. Przede wszystkim umiejętnie zobrazował, że społeczeństwo amerykańskie nie jest jednolite pod względem szans rozwoju - nawet jeżeli pod uwagę weźmie się tylko tę część populacji, którą tworzą  przedstawiciele ludności białej. Ideą książki Vance’a było uzmysłowienie – jak różnym kapitałem społecznym dysponują grupy: klasa posiadaczy z rejonów dobrze rozwiniętych (Utah, Oklahoma, Massachusetts) i klasa pozbawiona przywilejów (ale też złudzeń na lepszą przyszłość), do której należą potomkowie szkockich i irlandzkich emigrantów zamieszkujących głównie Pas Rdzy i Appalachy. W zasadzie książka jest portretem tej drugiej grupy i ukazuje losy ludzi, którzy niegdyś (uciekając przed biedą i wojną) przybyli do Ameryki i zamieszkali na Południu, ponieważ rodzący się tutaj przemysł dawał im pracę i obiecywał godziwe warunki do życia. Ci ludzie brali udział w budowaniu potęgi Ameryki, a także udało im się zakosztować amerykańskiego snu. Jednak po latach, z powodu zmian strukturalnych, gdy inwestorzy przenieśli się do Azji (dla taniego surowca i siły roboczej), a przemysł upadł - o tych ludziach zapomniano. Dzisiaj żyją wspomnieniami i wegetują dzięki zapomogom. Amerykanie, którym się lepiej powodzi – mają swoje określenie na przedstawicieli tej grupy: „hillbillies (bidoki) lub rednecks (buraki), białe śmiecie”*. Z tego właśnie środowiska wywodzi się J.D. Vance i jego rodzina, o tej grupie społecznej autor wie wszystko. Autor czuje się uprawniony, by pokazać  jak wygląda urzeczywistnienie amerykańskiego snu z punktu widzenia „bidoków”, a jego głos jest miarodajny. Jego pióro nie jest wymierzone w stronę tych, którym się powiodło. Ma raczej uzmysłowić dlaczego dziecko ze środowiska, w którym dorośli nie radzą sobie z wieloma problemami (bieda, alkoholizm, lekomania, narkotyki, bezrobocie, rozbite rodziny) – jest przegrane już na samym starcie. Ma również wybudzić "bidoków" z letargu.

Oczywiście J.D. Vance nie dokonał epokowego odkrycia pisząc o rozłamie w amerykańskiej kulturze. Jego teoria jest nie tyle odkrywcza, co dosadnie przedstawiona. Amerykanie znają problem od dawna i próbują mu zaradzić stosując programy finansowe i pomocowe. Nieszablonowość Elegii dla bidoków polega na tym, że stanowi głos krytyki w stosunku do istniejącego systemu pomocy – zwłaszcza, jeżeli ogranicza się wyłącznie do wypłacania środków pieniężnych. Autor udowadnia, że takie wsparcie jest nie tylko niewystarczające, ale wręcz szkodliwe i deprawujące. I teraz dochodzimy do sedna książki Vance’a, ponieważ autor nie szczędzi energii, by uzmysłowić, że wszyscy zbyt jesteśmy skupieni na aspekcie ekonomicznym. Dzieci „bidoków” (a przecież nie tylko one, raczej wszystkie dzieci z rodzin dysfunkcyjnych) tracą coś o wiele cenniejszego niż pieniądze. Tracą grunt pod nogami i wsparcie, co skutkuje brakiem wiary w siebie; co gorsza – one nigdy do końca nie wykształcą umiejętności życia w rodzinie. Przekonał się o tym autor, gdy założył własną. Dawno już zrobił karierę i osiągnął sukces. Zdobył pracę i szacunek (również środowiska, które w pewnym sensie „zdradził”). Ale kiedy związał się z drugą osobą - przekonał się jak głęboko zakorzenione są w nim zachowania aspołeczne. I dopiero teraz zrozumiał, że mimo iż wygrał swój amerykański sen - batalię z własnymi demonami będzie toczył do końca życia.

Wydawnictwo: Marginesy

Rok wydania: 2018
Tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka
Ilość stron: 304
ISBN: 978-83-65973-04-7




Trzeba przyznać, że autor stosuje przekonującą argumentację. Warto poznać jego przemyślenia chociażby po to, by doskonalić społeczne programy pomocowe w przyszłości (także we własnych krajach), przede wszystkim konstruować je w taki sposób, by rzeczywiście dawały wsparcie dzieciom.  A jeśli samo przesłanie książki nie jest jeszcze dość przekonujące, by po nią sięgnąć – warto również zwrócić uwagę na literackie walory lektury – przede wszystkim na głównych bohaterów książki, bowiem Mamaw i Papaw - to nie tylko hołd dla dziadków, ale również dobrze skonstruowane i zapadające w pamięć kreacje literackie.

Podsumowując wrażenia i przechodząc do konkluzji stwierdzić trzeba, że autor sporo wysiłku włożył w udowodnienie czytelnikowi, że najważniejszym kapitałem społecznym jest zdrowa rodzina i środowisko, z którego się wywodzi. Wnioski są jak najbardziej słuszne. Mało budujący jest fakt, że ludziom trzeba o nich przypominać… Przez tysiąclecia człowiek wiedział, że rodzina jest najważniejsza, dzisiaj gdzieś zawieruszył tę wiedzę. Elegia dla bidoków nie jest w tym względzie specjalnie odkrywcza, a jednak fakt, że stała się bestsellerem i wywołała w Stanach burzliwą publiczną debatę – świadczy o tym,  jak bardzo współczesny człowiek zdołał się pogubić…

I niekoniecznie należy dosłownie wierzyć w obietnicę, że książka  tłumaczy fenomen Trumpa. To raczej skrót myślowy. Wydawca miał na myśli, że książka jest portretem tej grupy ludzi, którą zainteresował się Trump w kampanii przedwyborczej i której głosy pozyskał.


* Elegia dla bidoków, J.D. Vance, Marginesy 2018, str. 9


Za książkę dziękuję Wydawnictwu:





wtorek, 27 lutego 2018

Baśń o samorealizacji - "Celwony Klólik", Lissa Evans /recenzja/


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2018
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Ilość stron: 264
ISBN: 978-83-08-06462-7
Kategoria wiekowa: dzieci 7-12 lat



Po wypadku (na szczęście niegroźnym) z udziałem młodszej siostry – dziesięcioletnia Funia nie tylko musi pogodzić się z odroczeniem wyjazdu na wakacje, ale jeszcze przyjdzie jej spędzić  noc w domu nudnego i neurotycznego kuzyna. Cała sytuacja jest ogromnie frustrująca – tym bardziej, że  Funia jest zła w takim samym stopniu na swoją młodszą siostrę, jak i na siebie – bo przecież zajście powstało trochę z jej własnej winy. Kiedy wydaje się, że gorzej być nie może, dochodzi do kłótni i wówczas dzieje się coś dziwnego: Graham i Funia zostają przeniesieni w niezwykłe miejsce. Jakież będzie zdziwienie dziewczynki, gdy odkryje, że wraz z kuzynem (z ostatnim człowiekiem, z którym chciałaby spędzać czas) została uwięziona w krainie, która jest wytworem fantazji jej młodszej siostry! Skąd Funia zna to miejsce? To przecież świat Blopków z książeczki, którą zna na pamięć, bo wielokrotnie czytała ją czteroletniej Misi…



Kim są Blopki? To różnokolorowe stworki działające schematycznie, gadające wierszem, trzymające się w małych odrębnych społecznościach. Ich kraina po trosze przypomina planszę, a same Blopki mogą skojarzyć się z kolorowymi pionkami do gry. Oprócz Blopków dzieci  na swojej drodze spotkają również inne postacie. Znalazły się tutaj bowiem zabawki, na których wcześniej (podczas awantury) wyżyła się Funia. Dzieciom towarzyszy zatem słonica Sonia (niegdyś maskotka, teraz trenerka personalna) oraz plastikowa doktor Marchewka – (psycholog i doradca, a wcześniej „obiekt przejściowy” Grahama – czyli zabawka, która pomagała chłopcu w przezwyciężaniu jego licznych fobii). Jednak przede wszystkim trafił tu  sprawca wszystkich wydarzeń – Celwony Klólik, który od zawsze był ulubieńcem czteroletniej Misi (zawdzięcza jej swoje imię i wadę wymowy, bowiem podobnie jak Misia – „pluszak” nie potrafi wymówić literki „r”). Teraz Celwony Klólik przestał udawać niewinną zabawkę, zmienił się w tyrana i despotę, uwięził króla Blopków i zawładnął ich krainą. Funia nigdy za nim nie przepadała, a raczej szczerze go nie znosiła – a teraz musi się z nim zmierzyć… Dzieci szybko przekonują, że  znalazły się po tej stronie, by wypełnić misję. Muszą uwolnić mieszkańców, by odnaleźć drogę do domu. I trzeba się speszyć, zanim kraina pogrąży się w chaosie, a oni sami ugrzęzną w niej na zawsze… Bardzo prędko zdadzą sobie sprawę, że misja powiedzie się tylko wówczas, gdy nie tylko sami zaczną działać w zgodzie, ale również skłonią Blopki do współpracy. To nie jest łatwe zadanie. Żeby mu sprostać - dzieci muszą przede wszystkim  przezwyciężyć stereotypowe myślenie…

Kraina Blopków, ilustracja z książki


Autorką książki o Celwonym Klóliku jest Lissa Evans, brytyjska producentka radiowa i telewizyjna, reżyser i autorka powieści dla dorosłych i dla dzieci. Lissa Evans jest nie tylko wszechstronnie uzdolniona, ale również doceniana; jej filmy i seriale były wielokrotnie nagradzane, a książki nominowane do prestiżowych nagród literackich. Celwony Klólik – trzecia powieść dla dzieci wydana stosunkowo niedawno (w 2017 roku) już zdążyła zdobyć uznanie krytyków. Z pewnością polskie dzieci również pokochają jej humor i wciągającą akcję, a dorośli docenią jej jasne i czytelnie przesłanie.

Książka przeznaczona jest dla dzieci w wieku 7-12 lat. Nawiązuje do klasyki (przypomina nieco Alicję w Krainie Czarów i Czarnoksiężnika z Krainy Oz), a jednocześnie jest świeża i nowatorska. Celwony Klólik to przybrana w postać baśni przypowiastka o charakterze terapeutycznym. Jej głównymi bohaterami są przecież dzieci, które utkwiły we własnych światach z masą problemów (Funia nie radzi sobie z emocjami po stracie ojca, a Graham zmaga się z fobiami związanymi z własnym zdrowiem i bezpieczeństwem). Przygody, które przeżywają – pozwalają im owe problemy przepracować i rozwiązać. Książka zwraca uwagę na ważną rolę, jaką odgrywają zdrowe relacje z rówieśnikami i rodzeństwem. Bohaterowie stopniowo odkrywają prawdę o związkach między ludźmi, uczą się zasad pracy zespołowej, a kiedy już tę wiedzę posiądą – dowiadują się również czegoś o sobie. Baśń o Celwonym Klóliku, a raczej o dziecięcych traumach - dostarcza rozrywki, a zarazem zachęca do zdobywania nowych umiejętności i pracy nad sobą.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu: