piątek, 9 lutego 2018

Rozrywka. Romans z historią. Refleksja – Powieściowy debiut Macieja Siembiedy



444 – jest powieściowym debiutem, chociaż jej autor – nie jest debiutantem; jest trzykrotnym  laureatem Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (tzw. „polskiego Pulitzera”). Publikował teksty w Polityce i paryskiej Kulturze, przez wiele lat prowadził dziennikarskie śledztwa historyczne i właśnie jednej ze swoich dawnych spraw poświęcił swoją powieść.



Pomysł, by Chrzest Warneńczyka uczynić axis mundi powieściowego uniwersum – jest niezwykle ciekawy, tym bardziej, że jego faktyczne losy były sensacyjne. Obraz został namalowany przez Jana Matejkę w 1881, był własnością rodziny Głębockich z Wołynia, przed wojną jednak zniknął z depozytu. Pojawia się później w różnych miejscach i okresach; wpada m.in. w ręce nazisty – kolekcjonera sztuki i zbrodniarza wojennego, a po wojnie oficjalnie zostaje przez państwo polskie uznany za stracony. W pewnym momencie jednak dzieło Matejki w tajemniczych okolicznościach powraca do Polski. Jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie.

Maciej Siembieda wykorzystał sensacyjne wątki dotyczące perypetii obrazu, dodał zręczną intrygę i stworzył książkę, która stanowi udaną mieszankę gatunkową (z wątkami kryminalnymi, sensacyjnymi i historycznymi, niepozbawioną humoru oraz głębszego przesłania). Powieść bywa porównywana do Kodu Leonarda da Vinci Dana Browna, ponieważ Maciej Siembieda użył podobnego klucza – do rozwiązania zagadki konieczne jest rozszyfrowanie „kodu Jana Matejki”. Autor – podobnie jak Dan Brown wykorzystując teorię spisku – uznał, że Chrzest Warneńczyka kryje w sobie tajemnicę, a ściślej mówiąc – przepowiednię, która może okazać się zagrożeniem lub ratunkiem dla dwóch ważnych światowych religii: dla chrześcijaństwa i islamu. Pamiętajmy jednak, że tylko pomysł opowiedzenia treści jest zainspirowany książką Brawna. Maciej Siembieda przede wszystkim ma do zaoferowania swoją własną i całkowicie oryginalną historię i swój specyficzny obraz świata.


Książka zapewnia rozrywkę, a jednocześnie skłania do refleksji. Przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubią zwarte rozdziały i dynamiczną akcję, ale którzy jednocześnie nie będą mieli nic przeciwko krótkim, aczkolwiek licznym wypadom w przeszłość. Autor swobodnie czuje się w nowym dla siebie gatunku, bawi się konwencją i wykorzystuje (z pewnością niejednokrotnie nagina) fakty na potrzeby opowieści i trzeba to przyznać z uznaniem – zręcznie zaciera ślady granic fikcji. Wprowadza całkiem sporo postaci historycznych i fikcyjnych, a nie wywołuje chaosu. Na wzmiankę zasługuje zwłaszcza postać nieco drugoplanowa (autystyczny, ale niezawodny ojciec młodego prokuratora), która chyba nawet jest bardziej przekonująca od głównego bohatera. Powieściowy detektyw jest może nieco sztampowy, ale ponieważ obserwowanie jego spraw zawodowych i osobistych sprawia frajdę, treść jest pochłaniająca, a sam autor obiecuje, że chowa w zanadrzu jeszcze niejedną równie interesującą sprawę (i dotrzymuje obietnicy, ponieważ już ukazała się zapowiedź kolejnej książki: Miejsce i imię) – więc z niecierpliwością oczekuję kolejnego spotkania z sympatycznym Jakubem Kanią.


Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 560
ISBN: 978-83-8032-162-5



3 komentarze:

  1. Książka wydaje się dość interesująca, chociaż gdzieś z tyłu głowy tli się obawa, czy aby nie jest to jedynie przełożona na polskie warunki wersja wspomnianego przez Ciebie "Kodu Leonarda da Vinci".

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja opinia zachęca bardzo do sięgnięcia po książkę....szkoda tylko, że to jednak nie jest moja ulubiona dziedzina literatury....

    OdpowiedzUsuń